Od studenckich praktyk do własnej produkcji
Pierwszy kontakt Piotra Jakóbczyka z uprawą pod osłonami przypadł na 2003 rok. Wtedy, jako student ogrodnictwa w Lublinie, odbywał praktyki za granicą i miał sposobność zobaczyć tunelową produkcję owoców jagodowych. Pomysł, że polski rynek będzie w stanie wchłonąć tak kosztowną produkcję, wydawał mu się wówczas trudny do wyobrażenia.
— Wydawało mi się czymś nieprawdopodobnym, że rynek może wchłonąć tak drogi towar. I nie chodzi tu o produkty podstawowe, ale jednak pewną fanaberię, przynajmniej w oczach studenta z biednego wówczas kraju wizytującego zachodnią Europę — wspomina.
Minęły ponad dwie dekady, a polski rynek owoców i nawyki konsumentów bardzo się zmieniły. Jak zauważa Jakóbczyk, krajowy popyt stał się ważnym argumentem przy planowaniu produkcji. Jego zdaniem polscy producenci nie muszą dziś koncentrować się wyłącznie na eksporcie, zwłaszcza że sytuacja na rynkach europejskich i światowych bywa niestabilna a logistyka jest coraz droższa.
— Pomimo niewątpliwych osiągnięć z ostatnich dekad, nasz kraj jest dalej rozwijającym się rynkiem i wciąż trudno oszacować, jakie są maksymalne możliwości sprzedaży żywności tutaj. Wiemy tylko, że już są znaczne, ale przecież dysponujemy wciąż rezerwami — mówi.
Rynek krajowy i opłacalność produkcji
Doświadczenia z produkcją jabłek nauczyły go, że sama skala nie gwarantuje rentowności. Jak opowiada, gospodarstwo rozwijało się w kierunku sadowniczym, a produkcja jabłek wzrosła z kilkudziesięciu do tysięcy ton. Mimo to większa skala nie zawsze oznaczała zadowalającą opłacalność.
Malina i truskawka oferuje znacznie większe możliwości wygenerowania marżowości na poziomie umożliwiającym relatywnie szybki zwrot ponoszonych inwestycji. Także sezonowe koszty bieżące funkcjonowania plantacji są niższe.
- Weźmy pod uwagę choćby zbiór, który teraz właśnie trwa. W sadzie jabłoniowym, gdzie plon jest niewielki w porównaniu do ubiegłych lat mam teraz 6 ciągników, dziesiątki wózków i platformy. W tunelach pracownicy rwą maliny w wózeczki po 200 zł każdy. Nie trzeba ich serwisować, tankować, prawie się nie psują, a jeśli już, to naprawa to groszowa sprawa. Nie ma czego porównywać – mówi Piotr Jakóbczyk.
Ważnym elementem jego rozważań jest także możliwość sprzedaży owoców. Przy większej produkcji trzeba brać pod uwagę różne kanały sprzedaży, a nie tylko samą możliwość wypracowania plonu. Dlatego, mimo że pojawiają się pomysły na rozbudowę gospodarstwa, plantator chce najpierw lepiej sprawdzić możliwości rynku.
Maliny i truskawki: skala oraz dobór odmian
Obecnie plantacje malin i truskawek zajmują w gospodarstwie po około 5 hektarów. Maliny to odmiany wyłącznie jesienne prowadzone na dwa zbiory. W ostatnim sezonie produkcję mocno ograniczyły jednak warunki pogodowe. Jak ocenia Jakóbczyk, w przypadku malin gruntowych sezon był szczególnie trudny, a także uprawy tunelowe nie uniknęły strat.
— Lato było bardzo słabe. Produkcja była na poziomie 57 procent rok do roku, przy jednoczesnym wzroście powierzchni, a więc i nakładów — mówi.
Za główną przyczynę problemów uznaje zimę, a nie wiosenne przymrozki. Pogoda pozostaje dla niego trudniejszym przeciwnikiem niż szkodniki czy inne zagrożenia, na które plantator może zareagować.
W truskawkach postawił na odmiany powtarzające owocowanie uprawiane w tunelach i na rynnach. Wymienia ‘Hademara’, ‘Florice’ i ‘Karimę’. ‘Hademar’ wypada dobrze pod względem ilości plonu, ale przy planowaniu produkcji znaczenie ma również smak, termin dojrzewania i możliwość zapewnienia ciągłości podaży.
— ‘Hademar’ jest mocny pod kątem ilościowym. Przy zwiększonej produkcji i myśleniu o różnych kanałach dystrybucji będziemy się uczyć także innych odmian — zapowiada.
‘Florice’ i ‘Karima’ interesują go między innymi ze względu na smak. Ich zbiory mogą uzupełniać się z ‘Hademarem’, co daje szansę na lepsze rozłożenie podaży w czasie i bardziej płynną organizację pracy zespołu rwaczy.
Pogoda pozostaje największym wyzwaniem
Jakóbczyk podkreśla, że coraz większa wymiana informacji między producentami pomaga radzić sobie z problemami w sezonie. Sam korzysta także z pomocy profesjonalnych doradców, którzy wspierają go w decyzjach agrotechnicznych.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie ryzyka można ograniczyć. Szczególnie trudne do przewidzenia pozostają skutki zimy, przymrozków i wysokich temperatur.
W czasie upałów w końcówce czerwca część plantatorów zauważała problemy z owocami, między innymi ich drobnienie czy uszkodzenia. Jak mówi Jakóbczyk, skala strat nie zawsze jest łatwa do oszacowania. Zauważa też, że rozciągnięcie wysypu zbiorów mogło w pewnym stopniu złagodzić skutki trudnych warunków.
Wśród spraw, na które producenci owoców mogą mieć większy wpływ, wymienia jakość materiału szkółkarskiego. Jego zdaniem branża powinna konsekwentnie reagować na przypadki dostarczania nieodpowiedniego materiału i podejmować kroki wymuszające na dostawcach sadzonek dochowywanie najwyższych standardów jakościowych. Pozostałe wyzwania, zwłaszcza te stawiane przez aurę, wymagają przede wszystkim uważnej obserwacji i elastycznego planowania działań wyprzedzających i reagowania już po wystąpieniu stresów.
Rozwój ostrożnie, z myślą o sprzedaży
Plantator nie wyklucza zwiększenia powierzchni upraw, ale nie chce podejmować takiej decyzji bez dogłębnych analiz chłonności rynku. W jego planach ważne miejsce zajmują dalsze obserwacje odmian oraz budowanie oferty, która pozwoli lepiej dopasować produkcję do potrzeb odbiorców.
— Są pomysły na większą skalę, ale najpierw muszę sprawdzić rynek — podsumowuje Piotr Jakóbczyk. I dodaje: - Maliny stały się bez wątpienia towarem premium. Widziałem w jednym z supermarketów promocje na schab po 9,99 zł/kg, a ja za owoce dostaję teraz wielokrotnie więcej. To z jednej strony otwiera pewne możliwości, ale z drugiej czyni ten rynek wrażliwym na różnego rodzaju zawirowania.
