Spór o Buckfasta to spór o hodowlę i pieniądze?
Dlaczego pszczoła Buckfast budzi tak silne emocje w polskim środowisku pszczelarskim? Grzegorz Serafin, prezes Stowarzyszenia Hodowców Pszczół Buckfast w Polsce, przekonuje, że u źródeł krytyki leży przede wszystkim obrona istniejących interesów.
— Ze względu na to, że zaburzamy czyjeś wieloletnie interesy — mówi. W jego ocenie nie chodzi więc głównie o merytoryczny spór o hodowlę, lecz o konkurencję między środowiskami i walkę o dostęp do publicznych programów wsparcia.
Serafin łączy tę sytuację z systemem refundacji matek pszczelich. Twierdzi, że kilka pasiek ma otrzymywać większość dostępnej puli, a ewentualne włączenie Buckfasta do programów mogłoby naruszyć dotychczasowy układ.
Prezes stowarzyszenia i hodowca pszczoły Buckfast podkreśla, że nie zabiega o refundację za wszelką cenę. Zaznacza, że niekoniecznie chciałby, aby Buckfast został objęty tym samym systemem co inne pszczoły. Jego zdaniem dotychczasowy model mógł negatywnie wpłynąć na hodowlę matek rasy kraińskiej, a Buckfast powinien zachować własny, odrębny charakter.
— Nie chciałbym, żebyśmy my tak skończyli — mówi, odnosząc się do skutków, jakie w jego opinii system refundacji miał przynieść pod katem jakości refundowanych matek. Jednocześnie postuluje, aby hodowla podlegała ocenie i kontroli, ale odbywała się na równych zasadach.
Czystość rasowa pszczół? „Nie ma żadnej czystości”
Jednym z głównych zarzutów wobec Buckfasta jest to, że nie jest rasą utrwaloną w taki sposób jak pszczoły hodowane w zamkniętych populacjach. Serafin uważa jednak, że kryterium „czystości” jest stosowane wybiórczo.
W rozmowie wskazuje na zróżnicowanie genetyczne pszczół określanych jako kraińskie. Przywołuje tzw. raport Gruli z 2020 roku, który — jak mówi — pokazuje szeroki rozrzut udziału genów różnych ras w poszczególnych populacjach linii hodowlanych rasy kraińskiej. Jego wniosek jest taki, że sama nazwa rasy nie zawsze oznacza jednolity skład genetyczny.
W jego ocenie różnica polega raczej na sposobie prowadzenia selekcji: hodowcy innych pszczół mają pracować w obrębie ustalonych populacji, podczas gdy w przypadku Buckfasta dąży się do uzyskania efektu heterozji.
Heterozja, czyli zwiększona żywotność lub poprawa wybranych cech potomstwa po skrzyżowaniu odmiennych linii, jest według Serafina jednym z celów hodowli Buckfasta. Ma ona pozwalać odpowiadać na potrzeby pszczelarzy, a nie tylko utrwalać określoną populację.
Prezes stowarzyszenia odwołuje się także do historii tej pszczoły. Twierdzi, że rodowody Buckfasta prowadzone przez brata Adama sięgają okresu wcześniejszego niż początki prowadzenia podobnych zapisów w hodowli linii rasy kraińskiej. W jego przekonaniu nie można więc sprowadzać Buckfasta do przypadkowej, nowej krzyżówki pozbawionej historii hodowlanej.
- Łatwo hodowlę pszczół porównać do hodowli innych zwierząt gospodarskich, które powstawały w wyniku krzyżowania populacji. Dzięki temu uzyskano znacznie lepsze użytkowo zwierzęta. Nie zgadzam się więc z argumentem, że rozwijanie Buckfasta samo w sobie miałoby stanowić szczególne zagrożenie dla rodzimych pszczół – wyjaśnia swe stanowisko prezes organizacji zrzeszającej hodowców Buckfast.
Czy Buckfast zagraża rodzimym populacjom?
To jeden z najbardziej spornych elementów całej debaty. Serafin zwraca uwagę, że pszczoły kojarzą się naturalnie, a w Polsce utrzymywane są różne populacje i linie hodowlane. Pyta więc, dlaczego zagrożeniem dla rodzimych pszczół miałby być właśnie Buckfast, a nie inne obecne w kraju populacje, jak choćby kaukaska czy włoska. Podkreśla także, że zdecydowana większość linii rasy kraińskiej została tu sprowadzona.
W jego ocenie takie argumenty są stosowane niekonsekwentnie. — To jest czysta hipokryzja — ocenia producent matek, a także właściciel sporej jak na polskie warunki pasieki produkcyjnej.
Serafin mówi również, że zwrócił się o udostępnienie wyników badań dotyczących przynależności rasowej rodzimych pszczół, prowadzonych z udziałem środków publicznych. Chce — jak wyjaśnia — sprawdzić, jakie są wyniki i czy badania zostały przeprowadzone rzetelnie. Twierdzi, że nie otrzymał oczekiwanych z KCHZ.
„Duże rodziny, wczesny rozwój, lepsze zimowanie”
Serafin twierdzi, że Buckfast jest na tyle długo hodowany i ustabilizowany, by można było mówić o jego charakterystycznych cechach użytkowych. Najważniejsze cechy, doceniane zwłaszcza przez zawodowych pszczelarzy i półzawodowców, to duże rodziny, wczesny rozwój i możliwość wykorzystania wczesnych pożytków. Za szczególnie ważny kierunek selekcji uznaje odporność na warrozę.
— To jest chyba dzisiaj takim głównym czynnikiem, na którym wszyscy powinniśmy się skupić jako hodowcy — mówi.
Według prezesa stowarzyszenia Buckfast przyciąga jednak nie tylko duże, towarowe pasieki wędrowne. Coraz częściej mają po niego sięgać również pszczelarze amatorzy, w tym osoby starsze. Serafin wymienia jako powody mniejszą skłonność do rójki, lepsze zimowanie i wyższą zdrowotność.
Mity o agresji i afrykańskim pochodzeniu
W dyskusji o Buckfaście pojawiają się też odniesienia do pszczół afrykańskich i tak zwanych „killer bees”. Serafin uważa, że część tych argumentów wynika z mylenia pojęć. Twierdzi, że w przypadku pszczół zafrykanizowanych agresywność wiązała się z krzyżowaniem pszczół europejskich z afrykańskimi, a nie z samym faktem wykorzystywania określonej afrykańskiej linii w hodowli Buckfasta.
W rozmowie wymienia Sahariensis, którą opisuje jako łagodną i ustabilizowaną populację. Podkreśla, że Buckfast jest szeroko obecny na Zachodzie i — według niego — nie potwierdza się tam obraz pszczół, które atakowałyby ludzi.
Zastrzega jednak, że zachowanie pszczół może zależeć od wielu czynników, w tym od materiału hodowlanego, warunków środowiskowych i sposobu prowadzenia pasieki.
Pismo o paleniu pasiek i wysokich karach
Szczególne emocje wzbudziły w środowisku pszczelarskim propozycje części liderów organizacji branżowych dotyczące palenia rodzin pszczelich i kar sięgających 150 tys. zł, które byłyby nakładane na pszczelarzy wykorzystujących w swych gospodarstwach pszczoły Buckfast. Pierwsza reakcja Grzegorza Serafina miała być bardzo emocjonalna. Po dokładniejszej lekturze uznał jednak, że autorzy pisma mogli nie rozumieć przepisów dotyczących hodowli i rozrodu zwierząt albo popełnili błąd.
— Ktoś się pomylił po drodze albo czegoś nie rozumie. Czy to średniowiecze, żeby palić na stosie zdrowe pszczoły, które produkują miód i zapylają plantacje? Przecież to jakiś absurd lub czyste szaleństwo — mówi.
Serafin odrzuca także zarzut, że jego działania wynikają z chęci uzyskania refundacji. Mówi, że jego pasieka ma klientów kupujących matki w pełnej cenie i że wracają oni po kolejne zakupy. Traktuje to jako sygnał, że są zadowoleni z materiału.
Równe traktowanie i spór z instytucjami
Stowarzyszenie, jak deklaruje jego prezes, chce przede wszystkim reprezentować pszczelarzy i zapewnić im równy dostęp do programów hodowlanych. Serafin wymienia w tym kontekście Krajowe Centrum Hodowli Zwierząt (KCHZ), ministerstwo oraz inne instytucje.
Serafin opisuje również działania informacyjne stowarzyszenia: publikowanie materiałów w mediach społecznościowych, pokazywanie hodowli, selekcji, sukcesów i niepowodzeń oraz udział w zagranicznych konferencjach. W jego ocenie w ciągu ostatnich czterech lat Buckfast stał się w Polsce znacznie popularniejszy, a pszczelarze chętniej przyznają, że go utrzymują.
Stowarzyszenie ma około 20 członków. Pojawiają się pomysły utworzenia odrębnego związku, ale Serafin jest wobec nich ostrożny. Obawia się, że oznaczałoby to wyrywanie pszczelarzy z istniejących organizacji regionalnych i budowanie od podstaw nowej struktury. Nie wyklucza jednak takiego rozwiązania, jeśli uzna je za konieczne.
Czy krytyka jest zasłużona?
Serafin uważa, że wiele zarzutów wobec Buckfasta jest powielanych przez osoby, które nie miały tej pszczoły albo nie pracowały z materiałem pozwalającym ocenić jej cechy. Z drugiej strony podkreśla, że sama deklaracja hodowcy czy cena matki nie są dowodem jakości. Kluczowa ma być rzeczywista ocena pszczół i ich wyników.
Na pytanie, czy krytyka Buckfasta jest zasłużona, odpowiedź z rozmowy nie jest całkowicie zero-jedynkowa. Prezes odrzuca zbiorowe oskarżenia o zagrożenie dla rodzimych populacji, agresywność czy brak wartości hodowlanej. Jednocześnie jego własne zastrzeżenia dotyczące jakości matek pokazują, że pod nazwą Buckfast mogą występować materiały o różnym poziomie — tak jak, według niego, dzieje się to także w innych hodowlach.
Najostrzejsza diagnoza Serafina dotyczy motywacji przeciwników: jego zdaniem spór o Buckfasta jest próbą ograniczenia konkurencji i ochrony istniejącego systemu finansowania hodowli.
Na dziś wywiad pokazuje przede wszystkim, że konflikt wykracza poza samą ocenę cech pszczoły. Dotyczy także tego, kto może prowadzić programy hodowlane, jak rozdzielane są środki publiczne i według jakich zasad instytucje podejmują decyzje. Właśnie dlatego — niezależnie od oceny Buckfasta — kluczowe pozostają przejrzyste procedury, dostęp do danych i możliwość merytorycznej rozmowy między stronami.
