Grzegorz Serafin, Pasieka Serafin, inspekcja uliPasieka Serafin
StoryEditorpszczoły i miód

Dziadek miał 70 rodzin pszczelich, wnuk ma blisko 500. Teraz stawia halę i zmienia sposób pracy

27.10.2026., 08:00h

Zaczynał od pomagania dziadkowi, który prowadził pasiekę z około 70 rodzinami pszczelimi. Dziś sam gospodaruje przy 450–500 ulach, wędruje z pszczołami przez cały sezon i rozwija hodowlę. 31-letni Grzegorz Serafin, Pasieka Serafin, opowiada o zmianach w pasiece, coraz trudniejszych pożytkach i warunkach klimatycznych, planach na nową halę, pracownię pasieczną i sklep.

Od terminowania u dziadka do własnej pasieki

Pszczoły towarzyszyły mu od dzieciństwa. Najpierw pomagał dziadkowi, a około 2016 roku przejął prowadzenie pasieki. Wtedy liczyła około 70 rodzin. Była to pasieka osadzona w krajobrazie, który zapewniał pszczołom różnorodne pożytki: maliny, grykę i łąki.

— Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, bez wywożenia pszczół potrafiliśmy zebrać siedem 300 kg beczek miodu w sezonie — wspomina. Dziś, jak przyznaje, podobny wynik wydaje się niemal nierealny. Zmieniło się rolnictwo, ubyło dawnych pożytków, a w krajobrazie większą rolę odgrywają uprawy takie jak rzepak, pszenica i kukurydza.

Najintensywniejszy rozwój gospodarstwa przypadł na ostatnie lata. Obecnie pasieka liczy około 450–500 rodzin, w tym pszczoły produkcyjne oraz hodowlane. Część rodzin pracuje przy wychowie matek, pozostałe są wykorzystywane przede wszystkim do produkcji miodu.

Cały sezon w drodze

To pasieka wędrowna. Sezon zaczyna się od wierzby, po której pszczoły trafiają na rzepak. Później przychodzi czas między innymi na maliny, akację, lipę i grykę, a w niektórych miejscach także facelię. Nie każdy pożytek oznacza jednak miodobranie. Wierzba służy przede wszystkim rozwojowi rodzin — pszczelarz nie nastawia się na pozyskiwanie z niej miodu, chyba że sezon wyraźnie temu sprzyja.

Po zakończeniu pożytku wierzbowego, jeszcze przed rzepakiem, tworzy pierwsze odkłady. Zamiast wzmacniać słabsze rodziny, wybiera najsilniejsze i zakłada odkłady zbiorcze, do których poddaje przezimowane matki. W ten sposób przygotowuje zapas rodzin na kolejny etap sezonu.

image

Ule wywiezione do pozyskiwania pożytków leśnych

FOTO: Pasieka Serafin

Wydajność zależy od warunków i dostępnych pożytków. W dobrym roku potrafi przekroczyć 80, a nawet 90 kg miodu z rodziny. W takim jak 2026, około 50 kg - miniony sezon był słabszy: mimo dobrej wiosny, późniejsza susza ograniczyła zbiory. Facelia wypadła jeszcze przyzwoicie, ale kolejne pożytki były już mniej przewidywalne.

Mniej miodu, więcej pszczół na miejscu?

Pszczelarz rozważa zmianę dotychczasowego modelu. Chce, by mniej rodzin wędrowało, a większa część pasieki pozostała stacjonarna. Taki układ może oznaczać mniejsze zbiory miodu, ale pozwoliłby zwiększyć liczbę rodzin i ograniczyć uciążliwą, ręczną logistykę.

Wędrówka wymaga załadunku i rozładunku uli oraz sprawnej organizacji. Dlatego pszczelarz sprawdza oferty ładowarek, choć ich wykorzystanie będzie wymagało dostosowania samochodu, co pociągnie kolejne koszty. Mechanizacja wędrówek mogłaby usprawnić pracę, która dziś wciąż w dużej mierze opiera się na pracy ręcznej.

Nowa pracownia pasieczna i bardziej powtarzalny produkt

W gospodarstwie powstaje właśnie hala o powierzchni około 300 m², to już drugi podobny obiekt. Ma się w niej znaleźć wirownia, chłodnia, sklep i rozlewnia. Chłodnia będzie służyć między innymi do przechowywania suszu (plastrów wosku), pierzgi i pyłku.

image

Jedna z hal w pasiece, która docelowo zostanie w całości dedykowana pracom hodowlanym

FOTO: Pasieka Serafin

Nowa przestrzeń ma również pomóc w uporządkowaniu procesu pozyskiwania miodu. Obecnie miód z wielu pasieczysk z tego samego gatunku trafia do wspólnego zbiornika. Dzięki temu pszczelarz może ujednolicić produkt i utrzymać jego powtarzalny charakter przez cały sprzedażowy sezon. Klienci zwracali uwagę, że miód z kolejnych zakupów bywał różny, zwłaszcza pod względem barwy. Standaryzacja eliminuje ten problem.

W pasiece pozyskiwane są także pyłek, pierzga i propolis. Wosk pozostaje w obiegu zamkniętym — pszczelarz sam przygotowuje węzę, dzięki czemu ma większą kontrolę nad materiałem wracającym na ramki. Mleczko pszczele pozyskiwane jest głównie na potrzeby hodowlane.

Buckfast i selekcja matek

Buckfast towarzyszył tej pasiece od początku. Wcześniej w rodzinach obecne były pszczoły kaukaskie, dobrze dopasowane do dawnych warunków pożytkowych. Wybór Buckfasta wynikał z poszukiwania pszczoły uniwersalnej i odpowiadającej zmieniającym się realiom.

— Wiele błędów wybacza. Oczywiście każdą pszczołę trzeba umieć prowadzić, ale według mnie Buckfast dobrze sprawdza się pod względem higieny, odporności i rojliwości — mówi pszczelarz. Podkreśla przy tym, że odpowiednie prowadzenie rodzin i zapewnienie im miejsca pozostają kluczowe niezależnie od rasy.

Po około dwóch latach od rozpoczęcia pracy z Buckfastem pojawił się pomysł na komercyjną hodowlę matek. Z czasem działalność hodowlana nabrała większego rozmachu. W 2024 roku pszczelarz wraz z innymi hodowcami zarejestrował stowarzyszenie, którego celem jest rozwój Buckfasta w Polsce.

image

unasienianie matek, uliki weselne, uliki na trutowisku

FOTO: Pasieka Serafin

W hodowli ważna jest ocena poszczególnych matek. Pszczelarz wskazuje, że pracuje z kilkoma głównymi liniami, ale o dalszej selekcji decydują wyniki konkretnych matek, a nie sama nazwa linii. Rocznie ponad 100 matek z trutowisk, głównie na południe Niemiec i do Austrii, gdzie są unasieniane trafiają następnie do oceny i selekcji w Pasiece Serafin. Najlepsze osobniki wyznaczają kierunek dalszej pracy hodowlanej.

Zmieniające się pożytki i kondycja rodzin

Różnorodność pożytków ma znaczenie nie tylko dla ilości zebranego miodu. Pszczelarz zwraca uwagę, że rodziny korzystające z kolejnych pożytków mogą być jesienią w lepszej kondycji niż te, które przez dłuższy czas pozostają w jednym miejscu. Nawet uprawa, która na pierwszy rzut oka wydaje się monokulturą, może sąsiadować z innymi źródłami pokarmu — na przykład z akacją czy roślinnością leśną.

W jego ocenie takie zróżnicowanie wspiera przygotowanie pszczół do zimy. Szczególnie ważne jest, by rodziny zgromadziły odpowiednie zasoby i dobrze weszły w okres spoczynku.

Szanse i wyzwania

Przed młodym pszczelarzem stoją więc kolejne decyzje: rozwój infrastruktury, usprawnienie wędrówki i dalsza praca hodowlana. Pasieka, która wyrosła z rodzinnego gospodarstwa, nadal się zmienia — wraz z warunkami przyrodniczymi, potrzebami klientów i planami jej właściciela.

Dużym atutem Grzegorza Serafina jest silna wola rozwoju i nakierowanie na perspektywiczne rozwiązania, tak w hodowli pszczół, jak i w organizacji gospodarstwa. Sprzyja także położenie pasieki. Południowo-wschodnia część kraju uznawana jest za lepszą pod kątem pozyskiwania miodu, choć tegoroczna susza jaka nawiedziła Lubelszczyznę poddała to przekonanie ciężkiej próbie.

Właśnie zmiany klimatyczne jak i zmiany w rolnictwie właściciel gospodarstwa uznaje za duże wyzwania dla dalszego prowadzenia pasieki. Oczywistym problemem jest także import miodu i miodów syntetycznych, produktów które psują rynek.

image

Grzegorz Serafin, Pasieka Serafin

FOTO: Pasieka Serafin

Niewątpliwym utrudnieniem jest także kwestia zdrowotna. Wypadek komunikacyjny jakiemu Grzegorz Serafin uległ kilkanaście lat temu sprawił, że pszczelarz porusza się na wózku. Osobiście przegląda uliki weselne i odkładowe, ale zdecydowaną większość prac w pasiece, zwłaszcza tych wymagających znacznej siły fiszycznej, powierza zespołowi doświadczonych pracowników. Sam zajmuje się zaś planowaniem działań, hodowlą, sprzedażą a także walką o przyszłość Buckfasta w Polsce, o czym opowiem kolejnym razem.

27. październik 2026 08:02