Emigracja, praca za kółkiem, wreszcie jagodowe
Arkadiusz Niezgódka z Brokęcina pod Okonkiem, nim został plantatorem jagodowych, imał się różnych zajęć. Lata dziewięćdziesiąte były trudnym czasem nie tylko dla polskiej wsi, ale i w ogóle czasem transformacji gospodarski i niepewnego jutra. Brakowało pracy, a jeśli nawet była, to niekoniecznie stabilna, a płatna jedynie na tyle, by związać koniec z końcem.
Był to także czas likwidacji PGR-ów i początek nowej rzeczywistości w której nie wszyscy dawali sobie radę. Geograficzna bliskość Niemiec sprawiała, że wydawał się to naturalny kierunek emigracji zarobkowej. Arkadiusz Niezgódka trafił za zachodnią granicę, gdzie pracował m.in. na budowie. Potem także w kraju w charakterze kierowcy ciężarówki.
Tęsknota za domem i powiększająca się rodzina sprawiły ostatecznie, że zdecydował się wykorzystać te okoliczności, które stworzył mu los. Za zaoszczędzone pieniądze zakupił pierwsze sadzonki aronii, porzeczki czarnej i czerwonej. Od przeszło ćwierć wieku rozwija ogrodniczy biznes, który dziś jest już fundamentem finansowym całej rodziny Niezgódków, a nawet kolejnych jej pokoleń.
Aronia i porzeczki
Dziś plantacje Niezgódków zajmują ok. 60 ha, a więc mniej więcej połowę posiadanych gruntów. Dominującym gatunkiem w strukturze upraw jest aronia, która rośnie na ok. 45 ha. Drugim najważniejszym plonem jest czarna porzeczka, zajmująca powierzchnię 12 ha, a dopełnieniem porzeczka czerwona.
- Aronia jest najważniejsza dla nas i docelowo jej znaczenie będzie jeszcze rosło. Zamierzamy zlikwidować część kwater porzeczkowych i zastąpić je właśnie aronią. Chodzi przede wszystkim o stanowiska z najsłabszą glebą i oddalone od siedziby gospodarstwa, a więc takie, gdzie prowadzenie należytej agrotechniki jest logistycznie utrudnione. Aronia nie wymaga aż tyle troski – informuje Paweł Niezgódka, syn Arkadiusza.
- Nie chcemy tak do końca rozstawać się ani z porzeczką czarną, ani czerwoną. Rzeczywistość jest jednak taka, że nowych nasadzeń tych gatunków, zwłaszcza po drugiej stronie Polski, na Lubelszczyźnie, jest bardzo dużo, więc możliwe, że ceny owoców w kolejnych latach będą spadać. Także ochrona porzeczki staje się coraz bardziej kłopotliwa – wyjaśnia Konrad Niezgódka, brat Pawła.
I faktycznie, niewykluczone, że utrzymujące się wysokie ceny porzeczki czarnej w skupie spowodują wkrótce przeciągającą się dekoniunkturę, taką jak ta, której plantatorzy doświadczyli po 2014 roku. Aronia w tym kontekście wydaje się bezpieczniejsza, choć koniunktura na oba owoce wydaje się rynkowo powiązana. Drugi z wymienionych gatunków zdecydowanie trudniej się jednak rozmnaża, a i szkółek jest niewiele, więc przynajmniej dynamika zwiększania nasadzeń jest w jego przypadku znacznie niższa.
Tłocznia przy gospodarstwie
- Zdarzało się, że owoce i aronii i porzeczki bywały za bezcen. Przetwórcy w ogóle nie szanowali dostawców surowca i podjęliśmy rodzinną decyzję, że …sami zostaniemy przetwórcami. W Okonku stanęła więc tłocznia Bioar, którą zarządza Konrad Niezgódka. To projekt, który daje nam spore możliwości – informuje Arkadiusz Niezgódka.
- Gdy owoce są drogie, nie zawsze jest sens aby tłoczyć z nich sok. Taki produkt jest też drogi, co budzi pewne obawy o jego sprzedaż. Nasza własna tłocznia to jednak przede wszystkim polisa ubezpieczeniowa na sezony z tanimi owocami. W takim przypadku ryzyko związane z niesprzedaniem surowca i samodzielnym jego zagospodarowaniem jest po prostu bardzo małe, nawet jeśli zdecydujemy się na wykonanie soku ze 100 czy 200 t jagód. Oprócz tego świadczymy też usługi – tłoczymy jabłka, buraki i inne jeszcze owoce i warzywa, co także przynosi pewien dochód – mówi Konrad Niezgódka.
Sezon 2026 okazał się dość specyficzny. Zarówno porzeczki jak i aronia były w dobrej cenie i rynek silnie ich poszukiwał. Niezgódkowie zdecydowali się więc na ich sprzedaż w nieprzetworzonej formie. Tylko niewielka część trafiła do tłoczni. Chodzi o zaspokojenie zapotrzebowania stałych nabywców produktów z tłoczni Bioar w Okonku, podtrzymanie dobrych relacji handlowych na sezon, gdy towaru będzie znacznie więcej.
- Tłoczymy bardzo spokojnie, nie więcej niż 5-8 t owoców dziennie przy maksymalnej wydajności 12 t/dobę. W tym sezonie to wystarcza. Rozważam jednak zakup dodatkowej, bardziej wydajnej linii tak, by w ciągu standardowego dnia pracy można było przetłoczyć jedną naczepę surowca – zdradza ewentualne plany na przyszłość Konrad Niezgódka.
Rodzina na pierwszym planie
Arkadiusz Niezgódka, choć jego fizyczny wygląd w ogóle tego nie zdradza, został w tym roku dziadkiem. Razem z żoną Joanną, najmłodszemu członkowi klanu Niezgódków, Cezaremu, poświęcają mnóstwo czasu i uwagi. Oboje też wspierają synów w prowadzeniu plantacji i przetwórstwa.
- Bywały różne chwile i dni, czasami naprawdę ciężkie. Kiedy patrzę teraz na to jak zgodnie pracują moi trzej synowie, Konrad, Paweł i najmłodszy Wojtek, czuję satysfakcję. Są na swoim, pracują na nasze nazwisko, uczą się odpowiedzialności i budują swoją przyszłość. Staraliśmy się wpoić im zasady, które uczynią z nich dobrych ludzi i sądzę, że razem z żoną odnieśliśmy na tym polu sukces – mówi Arkadiusz Niezgódka.
Nie zdejmować nogi z gazu
Zawodowa przyszłość Wojciecha Niezgódki nie jest jeszcze przesądzona. Najmłodszy syn Arkadiusza ma dopiero 20 lat, ale Konrad i Paweł są zdecydowani by rozwijać rolniczy biznes. Ostatnio wydzierżawili z KOWR-u kilkadziesiąt hektarów ziemi w okolicach Okonka, gdzie być może także założone zostaną plantacje jagodowych.
Trwają tu także inwestycje w park maszynowy. W gospodarstwie już są dwa kombajny porzeczkowe – KPS 3 i Marek, a w planach jest zakup kolejnej półrzędowej maszyny. W tym sezonie trafił tu na wyposażenie także kolejny 2000 l opryskiwacz z Kam-rolu.
Gospodarstwo Niezgódków, to idealny przykład tego jak wbrew rodzinnemu nazwisku zgodna współpraca domowników, stawianie sobie ambitnych celów i ich konsekwentna realizacja popłaca w dłuższej pespektywie.
