Sebastian Huber, plantator malin, szef SLPMMichał Piątek
StoryEditor

Ratowali, co się dało, ale koszty tylko rosły. „Dla mnie ten sezon zakończył się, zanim się zaczął”

07.10.2026., 08:00h

Tegoroczne wiosenne przymrozki mocno ograniczyły plonowanie malin letnich. Plantatorzy mierzą się także z wysokimi kosztami produkcji, rosnącą konkurencją oraz brakiem rąk do pracy. O wstępną ocenę sezonu 2026 zapytałem Sebastiana Hubera, ogrodnika i prezesa Lubelskiego Stowarzyszenia Producentów Malin.

Letnia malina ucierpiała najbardziej

Wiosenne przymrozki, które wystąpiły pod koniec kwietnia, bardzo mocno uszkodziły pędy malin letnich. Jak relacjonuje plantator, w wielu przypadkach przemarzły praktycznie wszystkie pędy jednoroczne.

W efekcie niektórzy plantatorzy nie zebrali nawet tony owoców z 1 hektara. W omawianym gospodarstwie, gdzie maliny owocujące na dwuletnich pędach zajmują powierzchnię czterech hektarów, udało się zebrać średnio tylko 3,5 tony malin w przeliczeniu na jeden. W ubiegłym roku w najlepszych stanowiskach produkcja wyniosła 11,5 tony/ha. Oznacza to, że tegoroczny plon stanowił mniej więcej 30-35 procent ubiegłorocznego wyniku.

- Można powiedzieć, że dla mnie ten sezon zakończył się, zanim się zaczął. Skala kwietniowych uszkodzeń mocno podcięła skrzydła mi i innym domownikom, wiedzieliśmy, że wypracowanie zadowalającego przychodu będzie trudne a w zasadzie niemożliwe – mówi Sebastian Huber.

Czytaj także:

image
ceny malin

Ceny malin w skupie nie nadążają za cenami mrożonek

Zabiegi ratowały część plonu, ale zwiększały koszty

Jak informuje Sebastian Huber, po przymrozkach lubelscy plantatorzy próbowali ratować sytuację za pomocą stymulatorów i dodatkowych zabiegów. Pozwoliło to uzyskać część owoców, jednak wiązało się z kolejnymi wydatkami.

– Trochę udało się uratować, ale dużo pieniędzy to kosztowało. Kosztem jest też dodatkowy czas pracy jaki trzeba było spędzić na plantacjach, paliwo, zużycie sprzętu. Wiosna tutaj była bardzo wymagająca – przyznaje plantator.

Problemem były również ceny skupu. Pomimo ograniczonej podaży maliny nie zawsze pozwalały na uzyskanie satysfakcjonującej opłacalności. Zdaniem rozmówcy obecny sezon pod względem ekonomicznym można porównać do trudnego dla producentów 2023 roku.

Wówczas plonów było dużo, ale ceny pozostawały na dramatycznie niskich poziomach. W tym roku owoców było zdecydowanie mniej, jednak koszty prowadzenia plantacji i dodatkowych zabiegów sprawiły, że wynik ekonomiczny również okazał się rozczarowujący.

Odmiana nie zawsze miała znaczenie

W gospodarstwie uprawiane są między innymi ‘Glen Ample’, ‘Glen Dee’ i ‘Octavia’. Przy tak silnych przymrozkach różnice między odmianami praktycznie zniknęły.

Temperatura spadała miejscami do około -7°C, a mróz utrzymywał się przez wiele godzin. Uszkodzenia były tak duże, że ucierpiała również ‘Octavia’, która w poprzednich latach dobrze radziła sobie z przymrozkami i uchodziła za naprawdę twardą selekcję pod kątem odporności na wiosenny stres termiczny.

– ‘Octavia’ przez lata ratowała sytuację, kiedy na innych kwaterach było gorzej. W tym roku nie uratowała sezonu. Ujemne wskazania termometru w kwietniu utrzymywały się już od 20:00, czasem 22:00 do 6:00 rano. Nie miała szans wyjść z tego bez szwanku – mówi plantator.

Jesienna malina ruszyła z opóźnieniem

Tegoroczne zbiory malin jesiennych również rozpoczęły się nietypowo. Pierwsze owoce pojawiały się już pod koniec sierpnia, jednak początkowo były to niewielkie ilości.

– Tego nie można było jeszcze nazwać zbiorami. Było tyle malin, co na kompot. Pierwsze pędy, które wybiły z ziemi także przemarzły i trzeba było je wykosić a następnie wyprowadzić nowe, zdrowe. To mocno opóźniło inaugurację zbiorów na poważną skalę – relacjonuje plantator.

Pełniejsze plonowanie rozpoczęło się dopiero później. Na początku września skupy miały duże problemy z uzyskaniem odpowiedniego wolumenu. W kolejnych tygodniach dostawy nieco wzrosły, ale nadal pozostawały znacznie niższe niż w normalnym sezonie.

Plantator prowadzi własny skup trzy razy w tygodniu – w poniedziałki, środy i piątki. Jak podkreśla, ograniczenie częstotliwości skupu wynika nie tylko z organizacji pracy, ale przede wszystkim właśnie z małej dostępności towaru.

Ceny są dobre, ale nie rekompensują wszystkich problemów

image

Dojrzewające maliny jesienne odmiany ‘Polonez‘

FOTO: Michał Piątek

W skupach ceny malin jesiennych wynosiły średnio około 17,50–19,00 zł za kilogram. Najlepsze stawki, sięgające około 19,50 zł, dotyczyły owoców najwyższej jakości kierowanych na rampę lub do zakładu. Takie ceny są atrakcyjne w porównaniu z poprzednimi okresami, jednak zdaniem plantatora nie muszą przełożyć się na masowe powiększanie areału malin jesiennych.

Produkcja wymaga bowiem coraz większych nakładów. Malina jesienna potrzebuje już rusztowań, ochrony i prowadzenia pędów podobnie jak malina letnia. W przypadku pozostawiania pędów na letni zbiór dochodzą dodatkowe prace związane z ich zabezpieczeniem ich i prowadzeniem.

image

Maliny w dniu 01.10.2026 - na krzewach wciąż dużo towaru, który w warunkach sprzyjającej pogody da się zebrać

FOTO: Michał Piątek

– To nie jest już uprawa, którą można po prostu skosić i pozostawić samą sobie. Wymaga podwójnej obróbki i wielu zabiegów – podkreśla rozmówca.

Dlatego jego zdaniem nowe nasadzenia będą raczej powstawały w ograniczonym zakresie – głównie w gospodarstwach, które już mają doświadczenie i odpowiednie zaplecze. Mało prawdopodobne jest natomiast, aby na dużą skalę wchodzili w tę produkcję nowi plantatorzy. O skali uprawy malin jesiennych znaną w zachodniej części Lubelszczyzny kilka-kilkanaście lat temu można jednak całkowicie zapomnieć.

Tunele wymagają rynku zbytu

Rozmówca sceptycznie ocenia również masowy rozwój produkcji malin pod osłonami na rynek deserowy. Sam koszt budowy tunelu nie jest jedynym problemem. Kluczowe znaczenie ma późniejsza sprzedaż owoców.

– Bez kontaktów i rynku zbytu inwestycja w tunel może być bardzo trudna do odrobienia – podkreśla. Wyjaśnia, ze koszty produkcji pod osłonami stale rosną, a utrzymanie wysokiej jakości owoców w okresie jesiennym nie jest łatwe. Przy dużej wilgotności i problemach z wentylacją szybko pojawia się szara pleśń.

Na przełomie września i października kurtyny tuneli nie mogą być stale zamknięte. Prowadzi to do kondensacji wilgoci, dlatego konieczne jest wietrzenie. Z drugiej strony otwarte kurtyny wpuszczają mgłę i wilgotne powietrze, co dodatkowo pogarsza warunki dla owoców.

W takich sytuacjach część malin może trafić do sprzedaży przemysłowej, mimo że pierwotnie była przeznaczona na rynek deserowy. Sebastian Huber nie rozważa raczej inwestycji w tunelową produkcję malin.

Konkurencja będzie coraz większa

Zdaniem plantatora w ciągu najbliższych dwóch–trzech lat tuneli może być już zbyt dużo w stosunku do możliwości rynku. Utrzymają się przede wszystkim gospodarstwa, które zapewnią wysoką jakość, mają stabilne kontakty handlowe i potrafią sprzedać owoce po odpowiedniej cenie.

W produkcji tunelowej trudno pozwolić sobie na sprzedaż jagód poniżej 30 zł za kilogram. Stawki mogą być wyższe, zależnie od jakości, opakowania i kierunku sprzedaży, ale zdarzają się przecież okresy, w których nawet uzyskanie 30 zł jest problemem.

Jak zauważa szef lubelskiej organizacji malinowej, dodatkowym wyzwaniem będzie rosnąca produkcja malin pod osłonami na Ukrainie. Tamtejszy areał tuneli szybko się zwiększa, a korzystniejsze warunki produkcji mogą w przyszłości przełożyć się na większą konkurencję dla polskich gospodarstw – zarówno na rynku przemysłowym, jak i deserowym.

Dla producentów oznacza to konieczność ostrożnego planowania inwestycji. Wysoka cena w jednym sezonie nie gwarantuje bowiem opłacalności w kolejnych latach.

07. październik 2026 08:10