
Japonia to ciekawy rynek, ale…
Jak przyznaje Paweł Eggert, właściciel firmy Aronia Eggert, który powrócił kilka dni temu z azjatyckiego wydarzenia, Japonia potencjalnie jest dla niego ciekawym rynkiem. Regulacje krajowe i sposób prowadzenia biznesu tam sprawiają, że jest to środowisko stabilne, przyjazne dla przedsiębiorców.
Przede wszystkim atutem wydaje się być populacja wyspiarskiego kraju. Zamieszkuje go przeszło 120 mln, z czego stołeczny obszar metropolitalny obejmujący Tokio, Kanagawę, Saitamę i Chibę aż ok. 42 milionów ludzi. Łatwo więc policzyć, że ten dość bogaty kraj zamieszkuje liczba ludzi równa populacji Polski i Niemiec łącznie. Wejście na japoński rynek z produktami może stanowić szansę za zbyt żywności dla wielu polskich firm.
Jednocześnie jest to rynek bardzo wymagający, strzeżony licznymi barierami i obwarowaniami prawnymi. Realna ścieżka uchylenia wrót Japonii dla produktów spożywczych polskiej firmy trwa ok. 5 lat. Jedynie w wyjątkowych okolicznościach udaje się eksportować tam szybciej.
Kolejnym wzywaniem mogą okazać się odmienne nawyki żywieniowe i w ogóle szeroko pojęte różnice kulturowe. Tożsamość społeczna Japończyków kształtowała się po drugiej strony planety, przez całe stulecia w warunkach izolacjonizmu. Te czynniki także należy brać pod uwagę, by nie popełnić kosztownych błędów przy pierwszych krokach na japońskim rynku.
W ostatnim czasie japońska gospodarka przeżywa także pewne trudności. Ich przejawem jest dość konsekwentnie spadający od kilku już lat kurs wymiany Jena. To ogranicza możliwości zakupowe Japońskich importerów oraz potencjalną marżowość w całym łańcuchu dostaw.
Więcej na filmie
Paweł Eggert zdecydował się podzielić swoimi odczuciami dotyczącymi jubileuszowej, pięćdziesiątej już edycji targów Foodex Japan. Przy okazji opowiedział o innych jeszcze aktywnościach przedstawicieli polskich firm i instytucji w Kraju Kwitnącej Wiśni: