Plantator rozkłada bezradnie ręce
– Mieliśmy zaczynać zbiory, wszyscy czekaliśmy niecierpliwie na wybarwiające się borówki. Kwatera z odmianą ‘Duke’ ma cztery i pięć lat, więc mógł to być pierwszy sezon, w którym uprawa mogła przynieść znaczący przychód. W ciągu nocy skradziono nam owoce z ok. 1000 roślin spośród 1500 tej odmiany, jakie w ogóle mamy na plantacji – informuje Krzysztof Bilewicz.
Właściciele jagodnika sporo zainwestowali w produkcję owoców i ich sprzedaż. Nabyli m.in. spersonalizowane opakowania jednostkowe i reklamę na samochód, ale przede wszystkim szkoda nakładów poniesionych na wyprodukowanie owoców, które bezczelnie zostały im skradzione.
– Uprawiamy owoce metodą ekologiczną. Borówki były dorodne, miały kaliber dochodzący do 20 mm. Kto zajmuje się uprawą borówki, ten wie, że uzyskanie takiego plonu w technologii wyłączającej herbicydy i część nawozów, skazującej producenta na korzystanie z droższych środków produkcji, to ogromne koszty i straszny nakład pracy. Jestem bardzo rozczarowany – mówi plantator borówki.
Złe myśli odgania naturalnym poczuciem humoru. Na Facebooku, na profilu gospodarstwa, opublikował humorystyczny wpis, z którego konsumenci mogą dowiedzieć się o ograniczonej na początku sezonu podaży owoców z Plantacji Borówki Amerykańskiej WereBerry. Pewne nadzieje pokłada też w późniejszych odmianach, takich jak ‘Chandler’ czy ‘Liberty’. Plantację zabezpiecza również systemem monitoringu, by nie dopuścić do ponownej kradzieży.
– Doceniam odzew okolicznych osób. Czuję ich wsparcie, pomoc. Kupujących nasze owoce we wcześniejszych latach chcę z kolei uspokoić: nie skradziono nam wszystkich owoców, więc wciąż będziecie mogli je u nas nabyć. Po prostu liczyłem, że towaru będzie w tym roku więcej, ale dla stałych klientów na pewno wystarczy – konkluduje Krzysztof Bilewicz.
