Ta sama pasieka na faceliowym poluMichał Piątek
StoryEditorpolski miód

Polskiego miodu może być mniej w tym roku, choć dużo zależy od regionu

28.06.2026., 06:00h

Sezon pozyskiwania miodu w Polsce wkracza w decydującą fazę. Większość gatunków już odebrana, pszczoły pracują obecnie na pożytkach lipowym i gryczanym, a przed branżą jeszcze kwitnienie nawłoci i wrzosowisk. Punktowo obficie pojawia się spadź iglasta.

Czy uda się kupić wszystkie gatunki miodów?

Z informacji napływających z sektora pszczelarskiego wyłania się obraz ogólnie przeciętnego roku. Po stosunkowo udanej zimowli nastała sucha i chłodna wiosna. W pasiekach, gdzie pszczoły zostały poprawnie przygotowane do zimowli zbiory miodu rzepakowego na ogół nie były złe. Mam informację o średnich zbiorach powyżej 30 kg na rodzinę pszczelą w najlepszych przypadkach, choć w mojej pasiece było to akurat nieco ponad 20 kg/ul.

Są jednak gospodarstwa, gdzie zbiory odbiegały od oczekiwań. Także miodu wielokwiatowego wiosennego prawdopodobnie nie udało się pozyskać w skali kraju dużo.

W wielu częściach Polski powymarzały robinie akacjowe, powszechnie zwane akacjami i należy się spodziewać ograniczonej podaży tego gatunku miodu. Facelie na ogół miodowały dobrze i pszczelarze notują przyzwoite zbiory tego gatunku miodu. W tym przypadku jednak sporo zależało od rozkładu opadów deszczu. Tam, gdzie w czerwcu padało mało, zbiory są znacznie niższe.

Aktualnie trwa kwitnienie lip drobnolistnych i gryki. Pogoda aż do dziś bardzo sprzyjała nektarowaniu obu tych gatunków. Ciepłe noce, gorące dni i wilgoć w glebie – to niemal optymalne warunki do gromadzenia tych gatunków miodów. Temperatury zbliżone do 40°C są jednak zdecydowanie anomalią w naszym klimacie. Kwestią otwartą pozostaje wpływ obecnej fali upałów na stan roślin. Możliwe, że stres termiczny znacznie ograniczy nektarowanie a w efekcie także produkcję miodu w rodzimych pasiekach w ostatnich dniach czerwca i na początku lipca.

Przepszczelenie i kontrproduktywne propozycje rządu

W obecnych realiach prowadzenia pasiek, a więc przy dużym pogłowiu pszczół w kraju i dynamicznej pogody, znaczenia nabiera mobilność pasiek. Aktualny wskaźnik napszczelenia kraju wynoszący ok. 7,5 rodziny pszczelej na 1 km2 właściwie jednak nic nam nie mówi.

Jeżeli przyjmiemy, że dla optymalnego kompromisu pomiędzy dobrym zapyleniem a wysoką produkcją miodu na 1 ha plantacji rzepaku ozimego powinny przypadać 4 rodziny pszczele, to w pierwszej połowie maja na 100 ha polu (1 km2) 400 rodzin pszczelich będzie mieć dobre warunki do pracy i nie będzie można mówić o przepszczeleniu. Jednak już w czerwcu nawet 1 rodzina pszczela w tym samym miejscu będzie mieć problem z dostępnością nektaru i pyłku w ilości wystarczającej do harmonijnego rozwoju.

Z uwagi na ten fakt w interesie pszczelarzy jest podnoszenie mobilności pasiek i wędrowanie z pszczołami w lokalizacje, które zapewniają w danej fazie sezonu wegetacyjnego dobre warunki pszczołom. Tymczasem rząd pracuje nad przepisani ograniczającymi wędrówki pasiek poprzez piętrzenie biurokratycznych przeciwności, a niektóre obszary kraju mają stać się strefami do których pszczół nie wolno będzie wwozić. Budzi to zrozumiałe zdziwienie w pszczelarskiej branży. Miejmy nadzieję, że koncepcje Ministerstwa Klimatu i Środowiska nie zostaną wdrożone w życie.

28. czerwiec 2026 10:13