Chłopak z malinowego powiatu
Łukasz Cielma pochodzi z powiatu kraśnickiego, który od lat nazywany jest malinowym powiatem. To jeden z najważniejszych regionów produkcji malin w Polsce. Mój rozmówca, którego gospodarstwo odwiedziłem 1 października, z uprawą tych owoców związany jest od młodości.
– Rodzice dali mi 70 arów malin, kiedy byłem nastolatkiem. Była to odmiana ‘Polana’, pochodząca z Brzeznej – wspomina.
Czytaj także:
To właśnie na tej plantacji zdobywał pierwsze doświadczenia. Początkowo pomagał rodzicom, a z czasem przejmował coraz więcej obowiązków. Polana była przeznaczona przede wszystkim na skup – przeważnie dawała pierwszą klasę owoców. Jak podkreśla Łukasz Cielma, ta stara, zapomniana nieco dziś odmiana wiele wybaczała i pozwalała początkującemu plantatorowi uczyć się na własnych błędach.
W gospodarstwie malinami zajmowano się już wcześniej, ale na szerszą skalę rodzina zaczęła rozwijać produkcję malin około 2000 roku.
Maliny także w nowym gospodarstwie
Po przeprowadzce do gospodarstwa żony Łukasz Cielma zaczął zakładać kolejne kwatery malin. Nie zawsze były to próby udane. Teren, na którym posadzono pierwsze rośliny, był podmokły, a w 2010 roku plantację zniszczyła powódź.
Mimo tego uprawa malin pozostała ważną częścią jego zawodowego życia. Obecnie areał upraw w obu gospodarstwach wynosi około 16–17 hektarów. W strukturze dominują jabłonie, które zajmują około 70% powierzchni. Około 10% stanowią czereśnie, a 20% – właśnie maliny, zarówno odmiany letnie jak i jesienne.
Łukasz Cielma planuje jednak stopniowo zwiększać udział malin. Chciałby, aby to właśnie ta uprawa rozwijała się przede wszystkim w gospodarstwie położonym w gminie Wilków w powiecie opolskim.
Czytaj także:
– Tutaj mam lepszą ziemię, mniej malin w sąsiedztwie, a więc prawdopodobnie także mniej chorób. Jest też łatwiejszy dostęp do wody. Najważniejsze jest jednak to, że maliny mam blisko miejsca zamieszkania i mogę na bieżąco kontrolować plantację – wyjaśnia.
Dwa gospodarstwa i codzienna logistyka
Prowadzenie gospodarstw oddalonych od siebie o około 38 kilometrów wymaga dobrej organizacji. Łukasz musi regularnie przemieszczać się między lokalizacjami, a większość maszyn jest zdublowana.
W pracach pomaga mu ojciec, Mieczysław Cielma, który wykonuje między innymi zabiegi ochrony roślin. Dużym wsparciem jest również starszy syn Szymon.
Czytaj także:
– To duże przedsięwzięcie. Czasami trzeba przejeżdżać kilka razy w tygodniu. To tak, jakby dojeżdżać do pracy, tylko że tutaj dochodzą jeszcze maszyny, zabiegi i cała organizacja gospodarstwa – mówi. Rosnące koszty paliwa sprawiają, że rolnik coraz częściej zastanawia się nad innymi rozwiązaniami, między innymi samochodem elektrycznym. Sama logistyka między gospodarstwami staje się bowiem istotnym elementem kosztów produkcji.
„Mniej, a lepiej” – kierunek na malinę deserową
Łukasz nie planuje obecnie zwiększać nasadzeń jabłoni. Niepewna sytuacja na rynku sprawia, że każdą inwestycję trzeba dokładnie przemyśleć. – Ten rok pokazał, że nawet przy niedoborze owoców ceny skupu mogą być bardzo niskie. To daje do myślenia – zauważa.
W przypadku malin chce postawić na zasadę: mniej, ale lepiej. Jego celem jest rozwój produkcji owoców deserowych, szczególnie pod osłonami i z myślą o sprzedaży do supermarketów.
W gruncie przez pewien czas uprawiał maliny z przeznaczeniem na giełdę. Odmiany z rodziny Glen były także pakowane w punetki i trafiała na rynki zagraniczne. Obecnie owoce tych selekcji przeznacza się w tym gospodarstwie przede wszystkim do zaopatrzenia mroźni.
W planach są natomiast odmiany deserowe, między innymi ‘Enrosadira’. Dla Łukasza Cielmy znaczenie ma nie tylko wielkość owoców, ale również ich trwałość pozbiorcza. Dłuższy okres przydatności do sprzedaży zwiększa szanse na dostarczenie malin do bardziej wymagających odbiorców.
35 arów malin w tunelach to dobry początek
Jednym z najważniejszych planów jest budowa tuneli o łącznej powierzchni około 35 arów. Mają one umożliwić produkcję malin deserowych przeznaczonych przede wszystkim dla zaopatrzenie sieci handlowych.
– Bardzo chciałbym rozwijać się właśnie w kierunku malin deserowych i sprzedaży do marketów, a nie tylko na giełdę – podkreśla.
Inwestycja będzie dużym wyzwaniem zarówno finansowym, jak i organizacyjnym. Łukasz przyznaje, że kilka lat temu koszty budowy tuneli i uruchomienia produkcji w nich były znacznie niższe. Wzrost cen stali sprawił, że za środki, które wcześniej wystarczały na hektar, dziś można zbudować znacznie mniejszą powierzchnię. Mimo to uważa, że rynek częściowo się ustabilizował, a inwestycja nadal może być uzasadniona.
Na razie, choć to rozważał, nie planuje rozpoczynania produkcji jeżyn. Jego zdaniem jest to uprawa jeszcze bardziej wymagająca niż maliny. Rośliny wytwarzają delikatniejszy system korzeniowy i są podatne na przemarzanie. W ostatnich latach problemy występowały nawet w tunelach.
Bez ukrywania porażek
Rozwój upraw tunelowych Łukasz chce połączyć z aktywnością w mediach społecznościowych. Już teraz m.in. dzięki swemu kanałowi na YouTube jest postacią rozpoznawalną. Może pochwalić się blisko 14 tys. subskrybentów. Zamierza pokazywać kolejne etapy inwestycji, codzienną pracę oraz efekty produkcji.
Co szczególnie ważne, a jednocześnie niezbyt powszechne w mediach społecznościowych, równie ważne jest dla niego prezentowanie problemów i niepowodzeń. Na swoim kanale YouTube już wcześniej pokazywał trudne momenty związane z prowadzeniem sadu.
– Chcę pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaką odbiorcy chcieliby zobaczyć. Kanał nie został stworzony po to, bym się chwalił jak wszystko mi się udaje i jak już wszystko wiem i umiem. Ma pokazywać rzetelnie prawdziwe oblicze ogrodnictwa, które choć piękne, bywa ekonomicznie brutalne – mówi.
Nie ukrywa także, że szczerość czasami wiąże się z krytyką w komentarzach. Z drugiej strony wielu widzów obserwuje jego pracę, kibicuje mu i wyciąga wnioski z popełnianych błędów. Projekt związany z malinami deserowymi ma być prowadzony w podobny sposób – bez tajemnic i bez przedstawiania gospodarstwa wyłącznie z najlepszej strony.
Rodzina i trudne decyzje
Prowadzenie gospodarstwa nie byłoby możliwe bez wsparcia rodziny. Żona Łukasza, Ewelina, przejmuje część obowiązków domowych i zajmuje się dziećmi, gdy on musi jechać na giełdę lub pracować w drugim gospodarstwie. Dużo pomaga również starszy syn Szymon. Młodszy syn, 6-letni Miłosz, wymaga dużo opieki, co dodatkowo wpływa na organizację codziennego życia rodziny.
Łukasz Cielma podkreśla, że nie chce zmuszać dzieci do przejęcia gospodarstwa. Sam, mimo że ojciec próbował przekonać go do innej drogi zawodowej, ostatecznie pozostał przy rolnictwie. Jeśli jego synowie postąpią podobnie, będzie ich wspierał tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Ale nic na siłę…
– Człowieka czasami po prostu ciągnie do gospodarstwa. Lubię zieleń, naturę, ten spokój, który obcowanie z nimi zapewnia – mówi. Szymon Cielma uczy się w szkole gastronomicznej, ale interesuje się również pracą w polu. Rodzice pozostawiają mu swobodę wyboru. Kto wie, być może zainteresowania syna uda się pewnego dnia jakoś połączyć?
Nadzieja na lepszy sezon
Ostatnie lata przyniosły wiele problemów finansowych i niepewności. Inwestycje wymagają dużych nakładów, a niskie ceny skupu mogą sprawić, że mimo całorocznej pracy i poniesionych kosztów gospodarstwo nie osiągnie oczekiwanego wyniku.
Plantator przyznaje, że w takich warunkach trudno planować kolejne wydatki. Mimo to nie zamierza rezygnować z rozwoju. – Trzeba mieć swoje marzenia i próbować je realizować. Pozostaje wierzyć, że kolejny rok będzie lepszy. Ogrodnictwo w dużej mierze opiera się właśnie na wierze i optymizmie. - Gdyby w grę wchodziła tylko matematyka i bezwzględna księgowość, gospodarstwa w Polsce znikałyby jeszcze w szybszym tempie niż obecnie – podsumowuje.
Dla Łukasza Cielmy przyszłość to przede wszystkim maliny deserowe, uprawa pod osłonami i bezpośrednia, szczera komunikacja z odbiorcami. Czy planowana inwestycja przyniesie sukces? Odpowiedź będzie można śledzić na jego kanałach w mediach społecznościowych. A mnie osobiście wydaje się, że moja wizyta w jego gospodarstwie była pierwszą i wcale nie ostatnią…
