StoryEditoruprawa malin

Uprawa malin w Polsce kurczy się na potęgę. Jest jednak jeden wyjątek

14.10.2026., 08:00h

Plantatorzy powoli zwijają uprawę malin w Polsce. Może nawet nie tak powoli, bo w ciągu ostatnich 5 lat areał upraw tego gatunku skurczył się o ponad ćwierć. Niewiele też wskazuje na to, by trend ten miał się odwrócić.

Ceny malin satysfakcjonujące, ale co z tego…

Polska była jedną z malinowych potęg Europy. Jeszcze niedawno rywalizowaliśmy z Serbią o miano lidera produkcji malin przemysłowych, ale to już melodia przeszłości. Informacje o powierzchni upraw malin w Polsce nie napawają optymizmem. Dynamika wygaszania upraw gruntowych jest wysoka, a przesłanek do tego, by trend miał się odwrócić, jest niewiele.

Poniższa tabela pokazuje zmiany powierzchni upraw malin, jakie zaszły w Polsce w ostatnich 5 latach, z uwzględnieniem roku bieżącego. Ogółem straciliśmy około ¼ kwater, a największy spadek dokonał się w kolebce polskiej maliny, czyli na Lubelszczyźnie. Sporządzając zestawienie, uwzględniłem także inne ważne dla produkcji malin województwa w naszym kraju.

image

Na podstawie danych ARiMR

FOTO: Michał Piątek

TOP 5 powodów zmniejszania powierzchni upraw malin

Powodów, dla których powierzchnia upraw malin silnie spada, jest wiele. Mają one różne znaczenie — czasem większe, czasem mniejsze — ale generalnie składają się na taki właśnie obraz sytuacji. Poniżej moje subiektywne wyliczenie tych, które najsilniej skłaniają ogrodników do decyzji o zmniejszeniu produkcji lub całkowitym jej zaniechaniu.

Po pierwsze — dziki rynek. W latach o sprzyjającym układzie cen produkcja malin wciąż może być dochodowa. Jednak to, po jakich stawkach owoce te będą skupowane w danym roku, wydaje się czystą loterią. O wiele łatwiej jest iść do pracy, gdzie większość ryzyka i pełnię nakładów ponosi pracodawca, a wynagrodzenie otrzymuje się regularnie co miesiąc i jest ono stałe lub utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Uprawiając maliny, zwłaszcza gruntowe przeznaczone na przemysł, nie wiadomo w zasadzie nic na temat tego, na co plantatora będzie stać po sezonie — i czy w ogóle będzie go na cokolwiek stać.

Po drugie — rosnące koszty. Jedno jest w zasadzie pewne: produkcja co roku jest droższa. Drożeje paliwo, drożeją nawozy, z roku na rok droższa jest także ziemia, nawet jeśli ostatnio w części województw odnotowano spadki. Podwyżkom podlegają również ceny środków ochrony, a tych, które w ogóle pozostają dostępne do użytku, wciąż ubywa.

Po trzecie — brak rąk do pracy. Dawno minęły czasy, gdy mieszkańcy miast brali urlopy, by pomagać ogrodnikom w zbiorach, dorabiając przy okazji. Minęła także epoka powszechnego dostępu do tańszych pracowników z Ukrainy. Obecnie część gospodarstw testuje możliwość zatrudniania pracowników z dalszych zakątków świata, ale dość szybko okazuje się, jak poważną barierą mogą być różnice językowe i kulturowe. Większość gruntowych plantacji malin jest zaś albo zbyt mała, albo nieodpowiednio założona, by zmechanizować zbiór, który jest największym corocznym kosztem. Nie wszystkie odmiany również się do niego nadają.

Po czwarte — zmiany klimatyczne. Coraz częściej powtarzają się lata z wiosennym mrozem dewastującym plantacje. Przymrozki traktowane są jako pewien stały element każdego sezonu, jednak wielogodzinnych nocnych spadków temperatury do poziomu -6°C czy -8°C trudno zaliczyć do tej kategorii — to po prostu mróz. W tym sezonie we znaki dawały się także kolejne fale upałów, z temperaturą powietrza dochodzącą do 40°C w szczytowym okresie dnia, oraz przeciągające się okresy suszy.

Po piąte — problemy z sukcesją. Społeczność wiejska starzeje się w zastraszającym tempie, a młodzi nie garną się do przejmowania gospodarstw. W obecnych realiach ekonomicznych jest to właściwie zrozumiałe. Skoro jednak nie ma komu przejąć plantacji, rodzi się pytanie o inwestycje i ich unowocześnianie. A bez tego nie ma mowy o podnoszeniu wydajności czy trzymaniu kosztów w ryzach. Spirala się nakręca…

Czy naprawdę jest tak źle?

W tym ponurym obrazie malinowej branży nieco nadziei daje przekierowanie części produkcji w kierunku deserowych owoców premium. Co roku w Polsce powstaje 300–400 ha nowoczesnych tuneli, z czego około połowa przeznaczona jest właśnie do uprawy malin.

image
FOTO:

Osłony ułatwiają prowadzenie roślin na podwójny zbiór, uzyskanie większych owoców i ogólnie wyższego plonu. Zbiory na poziomie 25–30 t/ha stały się powszechne, a przecież są nieosiągalne w gruncie. Także stawki na poziomie około 30 zł/kg, a w niektórych okresach sezonu nawet wyższe, sprawiają, że taka produkcja spina się ekonomicznie pomimo wysokich nakładów inwestycyjnych i znaczących kosztów bieżących.

Co dalej z uprawą malin w Polsce?

Wygląda na to, że trend redukcji powierzchni upraw malin się utrzyma. Jednocześnie przybywać będzie upraw pod osłonami. Wciąż jesteśmy w stanie produkować wysokiej jakości maliny deserowe taniej niż Niemcy czy Holendrzy. Zagrożeniem może być rozwój tego typu działalności na Ukrainie. O tym, jak kraj ten może wpływać na branżę malinową w Polsce, boleśnie przekonują się już producenci malin przemysłowych.

image

Fragment gospodarstwa Arkadiusza Banaszka

FOTO: Michał Piątek
14. październik 2026 08:02