Arkadiusz Sztreflik
StoryEditor

Protest sadowników wobec planów budowy A50

14.07.2026., 06:00h

Sadownicy lączą się w proteście przeciwko wariantom 4 i 4b autostrady A50. Plany przebiegu drogi mogą doprowadzić do podziału a nawet likwidacji wielu gospodarstw a innym uniemożliwią rozwój.

Droga podzieli gospodarstwa

Arkadiusz Sztreflik prowadzi wraz z rodzicami 7-hektarowe gospodarstwo sadownicze. Jak podkreśla, planowany przebieg nowej trasy nie oznacza dla niego tylko utraty części ziemi, ale przede wszystkim podział całego gospodarstwa i zablokowanie jego rozwoju w przyszłości.

– Mam siedlisko przy starej 50-tce i dosłownie za siedliskiem miałbym mieć autostradę. Ta droga odcina mnie od pól, ogranicza rozbudowę siedliska i w praktyce blokuje normalne funkcjonowanie gospodarstwa – mówi Arkadiusz Sztreflik.

Według przedstawianych wariantów siedlisko nie zostałoby wywłaszczone, ale gospodarstwo zostałoby przecięte, a właściciel straciłby około połowy areału.

– Z rodzicami mamy łącznie 7 hektarów. Z tego według planów zabraliby nam około połowy powierzchni gospodarstwa. Odszkodowanie nie rozwiązuje problemu, bo zostaje siedlisko bez możliwości rozbudowy, a to jest najważniejszy punkt całego gospodarstwa – zaznacza sadownik.

Produkcji sadowniczej nie da się odtworzyć z roku na rok

W przypadku gospodarstw sadowniczych skutki inwestycji nie kończą się na samym wykupie gruntów. Jak tłumaczy Sztreflik, odtworzenie produkcji po utracie sadu wymaga wielu lat.

– Od posadzenia nowej jabłoni do pełnego owocowania mija 4–5 lat. Wcześniej ziemię trzeba jeszcze odpowiednio przygotować. Nawet jeśli ktoś dostaje odszkodowanie, to przez kilka lat realnie traci możliwość normalnej produkcji – podkreśla.

To właśnie dlatego rolnicy zwracają uwagę, że podział gospodarstw i przecięcie ich infrastrukturą drogową oznacza nie tylko stratę majątku, ale też zahamowanie rozwoju na długie lata.

O co chodzi w sporze o przebieg trasy?

Sprawa dotyczy Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej. Jak relacjonuje sadownik, pomysł inwestycji pojawił się w 2018 roku, a w 2020 roku wyznaczono korytarz, w którym miałaby przebiegać droga. W 2023 roku pokazano trzy warianty trasy, prowadzone mniej więcej w rejonie granicy powiatów grójeckiego i piaseczyńskiego (warianty 1, 2 i 3 prowadzą w rejonie granicy powiatów grójeckiego i piaseczyńskiego, warianty 4 i 4B są związane z rejonem obecnej DK50 oraz południowym obejściem Grójca)

Później pojawił się tzw. czwarty wariant, związany z przebiegiem po śladzie starej drogi krajowej nr 50. To właśnie ten wariant budzi dziś największy sprzeciw mieszkańców gminy Pniewy i okolicznych rolników.

– My nie protestujemy przeciw samej drodze. Wszyscy wiemy, że rozwój infrastruktury jest potrzebny, bo tranzyt i korki wokół Warszawy są ogromne. Sprzeciwiamy się temu, żeby trasę poprowadzić w taki sposób, że przetnie gospodarstwa i zniszczy możliwość ich dalszego funkcjonowania – mówi Sztreflik. Zaznacza, że po powstaniu wariantu czwartego, powstał kolejny znajdujący się dalej na północ, pod Tarczynem z oznaczeniem 1A - omija co prawda powiat grójecki, ale osoby poszkodowane wariantem 1-3 również go nie akceptują. 

image
FOTO: Gddkia

Nikt nie chce nowej drogi blisko siebie

Jak wynika z relacji protestujących, w tle inwestycji narósł wyraźny konflikt pomiędzy mieszkańcami gminy Prażmów a mieszkańcami terenów położonych przy starej drodze nr 50. Zdaniem Arkadiusza Sztreflika część mieszkańców Prażmowa nie chce, by droga przecięła ich gminę, dlatego popiera wariant przerzucający ciężar inwestycji na tereny rolnicze po stronie powiatu grójeckiego.

– Oni protestują przeciwko wariantom, które uderzałyby w ich stronę, a my protestujemy przeciwko wariantowi, który uderza w nas. To nie jest tak, że jedna strona ma rację, a druga nie ma problemu. Problem jest w tym, że obecny wariant przenosi ogromne koszty na gospodarstwa położone przy starej 50-tce – podkreśla.

Sadownik zwraca też uwagę, że w okolicy Prażmowa sprzedawano jednak już wcześniej tanio działki, bo było wiadomo o tym, że z czasem może powstać tam droga, a teraz mieszkańcy mówią o tym, że nie zdawali sobie z tego sprawy. Jednak sadownicy z okolic Grójca nie mogą ponosić za to odpowiedzialności, bo plany budowy tego odcinka drogi były już dawno. 

W każdym przypadku ktoś poniesie szkodę - albo sadownicy z okolic Grójca, albo mieszkańcy okolic Prażmowa. Będą wywłaszczenia, likwidacje gospodarstw i przeprowadzki oraz procedury odszkodowawcze. Pytanie na czyją korzyść i niekorzyść sprawa potoczy się dalej. 

Mieszkańcy rejonu Pniew podkreślają, że ich stanowisko nie jest odosobnione. Protest przeciwko obecnemu wariantowi wspierają także samorządowcy.

– Protestują nie tylko mieszkańcy, ale też samorządy. Wspierają nas wójtowie okolicznych gmin oraz starosta grójecki. Samorządowcy od dawna są w kontakcie z Generalną Dyrekcją i wskazują, że najmniej szkodliwy byłby wariant biegnący przy granicy powiatów – mówi Sztreflik.

Jak dodaje, ten wariant również nie byłby całkowicie bezkosztowy, bo oznaczałby wyburzenia i ingerencję w część nieruchomości. W ocenie protestujących skala szkód byłaby jednak mniejsza niż w przypadku wariantu forsowanego obecnie.

Podział gospodarstw i utrata cennych terenów 

– Sprzeciwiamy się rozwiązaniu, które może doprowadzić do podziału gospodarstw i utraty cennych terenów produkcji sadowniczej – argumentują organizatorzy protestu.

W manifestacji mają uczestniczyć sadownicy i rolnicy z regionu, a także władze samorządowe. Swój udział zapowiedzieli starosta powiatu grójeckiego oraz wójtowie gmin Pniewy, Grójec, Belsk Duży i Chynów. Do protestu mają dołączyć również lokalni działacze społeczni.

Powiat grójecki jest największym zagłębiem sadowniczym w Polsce i jednym z najważniejszych ośrodków produkcji jabłek w Europie. Zdaniem protestujących poprowadzenie autostrady przez ten obszar mogłoby oznaczać likwidację części gospodarstw oraz utrudnić dalszy rozwój produkcji sadowniczej.

14. lipiec 2026 10:19