Skup borówki
Zadzwoniłem wczoraj wieczorem do Kamila Dolińskiego. Przedsiębiorca skupuje owoce, ale ma też własną plantację, co pozwala mu szeroko spojrzeć na aktualną kondycję rynku.
- Skupujemy borówki o kalibrze nie mniejszym niż 12 mm w punetkach po 250 g. Koszt zakupu opakowań ponosi dostawca, a za owoce zależnie od typu certyfikacji lub jej braku płacimy od 23 do 21 zł za kilogram brutto – poinformował mnie rozmówca.
Narzeka na małe ilości borówki, które aktualnie są dostarczane do skupu. To jednak nie dziwi – pogoda komplikuje zbiory. Aktualnie trwa pełnia zbiorów wczesnych odmian, jak ‘Duke’, ale w fazę dojrzałości wkraczają też stanowiska z odmianą ‘Bluecrop’. Teoretycznie to powinno wzmocnić podaż towaru, jednak z uwagi na bardzo trudny pogodowo sezon, kwatery z tą wciąż bardzo popularną w Polsce selekcją nie będą tak produktywne jak można było oczekiwać.
Uwaga na import
- Myśleliśmy, że przyjdzie taki czas, kiedy sami zalejemy nasz rynek krajową borówką. Wiele rozmów odbyłem na ten temat. Sezony stają się jedna coraz trudniejsze, coraz bardziej wymagające. Plonowanie ograniczają już nie tylko przymrozki, ale i przeciągające się okresy susz i upałów, gradobicia. Rynek nie zniesie jednak niedoborów owoców. Jeśli my ich nie nastarczymy, to zostaną do Polski sprowadzone – wyjaśniał Kamil Doliński.
Obecnie wciąż można znaleźć w kraju partie owoców z Gruzji, ale import z tego kierunku wyraźnie słabnie. Zdarzają się pewne ilości borówki z Mołdawii, a zapewne w ciągu kilku najbliższych dni mocniej zaistnieje w Polsce borówka ukraińska. Już obecne są u nas spore wolumeny borówki z Serbii i Rumunii. Kamil Doliński nie spodziewa się więc wysokich cen nawet jeśli okaże się, że polskiej borówki jest w tym sezonie po prostu mało.
Możliwe, że pomimo starań importerów na rynku wystapi niedobór towaru w połowie sierpnia. Jest szansa, że jeśli zbiory opóźnią się w Ameryce Południowej, to wówczas ceny krajowych jagód poprawią się. To jednak odległa perspektywa, a więc i niepewna.
„Szarucha” atakuje!
Warunki do rozwoju szarej pleśni są aktualnie bardzo dobre. Deszcze są słabe, ale częste i rośliny nie obsychają przez wiele godzin. Na niektóre plantacje ciężko już wjechać ciągnikiem z opryskiwaczem, gdyż pędy roślin wykładają się pod ciężarem owoców.
- Dostrzegam zainteresowanie ochroną prowadzoną z dronów. Pomijając aspekt prawny, w takich warunkach jak obecnie technicznie miałaby sens. Trzymam kciuki za rozwój tej technologii, jest bardzo potrzebna – skonstatował Kamil Doliński.
