Jarosław Barszczewski, Calfert, Praktycznie o truskawkachMichał Piątek
StoryEditoruszkodzenia po zimie

Zimowe przemrożenia malin, jeżyn i borówki – co czeka producentów owoców miękkich w sezonie 2026?

09.03.2026., 08:00h

Długa, ciepła jesień i dość gwałtowne nastanie zimy sprawiło, że maliny, jeżyny i borówka wysoka w wielu rejonach kraju wyszły z zimy w bardzo zróżnicowanej kondycji. Do tego dochodzi nadmierna wilgotność gleby w części lokalizacji. To wszystko razem tworzy mieszankę, której skutki producenci owoców miękkich odczują w nadchodzącym sezonie.

Jesień i zima 2025/26: pozornie łagodnie, ale z groźnymi epizodami

Z perspektywy średnich temperatur miniona zima nie wyglądała dramatycznie. W styczniu średnie dobowe wartości na poziomie około –10°C mieszczą się w granicach odporności większości gatunków jagodowych. Problem w tym, że roślin fizjologicznie nie zdążyły się dobrze przygotować do takich warunków. Jesień była długa i stosunkowo ciepła. Maliny, jeżyny i borówka przez długi czas pozostawały aktywne, gromadziły cukry, ale nie wchodziły w pełny, głęboki spoczynek. Takie „rozciągnięte” przygotowanie do zimy, bez wyraźnego, chłodnego okresu hartowania, powoduje, że tkanki zdrewniałe i części nadziemne pozostają bardziej wrażliwe na nagłe uderzenia mrozu.

- Te właśnie uderzenia przyszły na przełomie listopada i grudnia oraz na początku i pod koniec lutego. Lokalnie notowano spadki temperatur rzędu –20°C i niżej, lokalnie dość znacznie. W normalnych warunkach, przy dobrze zahartowanych roślinach, taki mróz nie musi oznaczać tragedii. Jednak po ciepłej jesieni, przy braku pełnego zdrewnienia tegorocznych przyrostów, wystarczy kilka nocy z silnym mrozem, by uszkodzić pędy, wiązki przewodzące, a w niektórych przypadkach nawet system korzeniowy – informował Jarosław Barszczewski z firmy Calfert w trakcie swego wystąpienia na konferencji Praktycznie o truskawkach i nie tylko.

Zbyt mokro w zimie – cichy wróg roślin wieloletnich

Drugim, często niedocenianym problemem tej zimy była woda. Na wielu plantacjach obserwowano bardzo duże zróżnicowanie wilgotności – od stanowisk o w miarę poprawnych warunkach, po fragmenty wyraźnie podmokłe. Dla roślin wieloletnich, takich jak maliny, jeżyny czy borówka, nadmierna wilgotność w okresie zimowym jest wyjątkowo niekorzystna. Utrzymuje się wtedy parcie korzeniowe, roślina nie przechodzi w pełny spoczynek, a część systemu korzeniowego może ulegać uszkodzeniom fizjologicznym i niedotlenieniu. W efekcie, kiedy później pojawia się mróz, tkanki są mniej odporne, a uszkodzenia – głębsze i trudniej odwracalne.

To zjawisko szczególnie mocno dotyka plantacji położonych w zagłębieniach terenu, na cięższych glebach lub tam, gdzie system odprowadzenia wody jest niewystarczający. Z zewnątrz rośliny mogą wyglądać standardowo, ale problemy wychodzą na jaw dopiero wiosną – przez słabe ruszenie wegetacji, nierównomierne pąkowanie, zasychanie części pędów.

Maliny: różnice między odmianami, rejonami i technologią prowadzenia

- W przypadku malin obraz po zimie jest bardzo zróżnicowany. Maliny letnie w niektórych rejonach, jak Dolny Śląsk, poradziły sobie całkiem nieźle. Z kolei na Pomorzu, zwłaszcza w przypadku późnych odmian, można spodziewać się wyraźniejszych strat. – przestrzegał doradca Calfert. Tłumaczył, że późne odmiany nie zawsze zdążyły zakończyć wegetację i dobrze zdrewnieć. Jeśli wchodziły w zimę osłabione – na przykład po silnej presji chorób w końcówce sezonu – ich odporność na mróz była dodatkowo ograniczona. Tam, gdzie nałożył się na to silny mróz, część przyrostów tegorocznych mogła zostać poważnie uszkodzona.

Zdaniem Jarosława Barszczewskiego, maliny jesienne w gruncie, prowadzone klasycznie na jeden zbiór, generalnie powinny poradzić sobie lepiej. Jeśli pędy zostały wycięte przy ziemi, a rośliny weszły w zimę w dobrej kondycji, przemrożenia nie powinny mieć tu kluczowego znaczenia. Znacznie trudniejsza sytuacja jest tam, gdzie prowadzono maliny na zbiór podwójny i pozostawiono pędy na drugi plon bez solidnego zabezpieczenia. Z gospodarstw, m.in. z rejonu Radomia, napływają już zdjęcia pokazujące wyraźne przemrożenia na pozostawionych pędach. Przemrożenie na oglądanych w tym tygodniu plantacjach w tunelach (10 tydzień)  wykazały, że im pęd pozostawiony był grubszy, tym więcej uszkodzeń mrozowych w postaci kołnierzykowego pękania i odchodzenia kory występowało na plantacji. Oznacza to konieczność wycięcia takich pędów. Co ciekawe – pędy średniej grubości i cienkie – w zasadzie nie wykazują takich uszkodzeń.   W praktyce może to oznaczać konieczność rezygnacji z podwójnego zbioru i przejście na strategię pozyskania jednego, mocnego plonu.

Jeszcze więcej zagrożeń wiąże się z malinami jesiennymi w pojemnikach. Donice i kontenery są narażone na gwałtowne wahania temperatury. Jeżeli pojemniki nie zostały zadołowane, osłonięte lub odpowiednio zabezpieczone, przemrożenia korzeni są bardzo prawdopodobne. Pierwsze sygnały od producentów wskazują, że część roślin rzeczywiście wymagać będzie szczególnej troski lub wręcz wymiany.

Jeżyny: tam, gdzie okrywano, jest nadzieja

Jeżyny należą do gatunków wrażliwszych na silny mróz, ale jednocześnie stosunkowo łatwo dają się zabezpieczyć mechanicznie – o ile pozwala na to konstrukcja plantacji. Tam, gdzie plantator dysponował rozwiązaniami ułatwiającymi przyginanie pędów i ich okrywanie (choćby prostymi „stolarzami”), zimowanie wyszło zaskakująco dobrze. Pędy przykryte włókniną czy innym materiałem, dociśnięte do ziemi, znacznie lepiej zniosły zimowe spadki temperatur.

- Odmienna sytuacja jest na plantacjach, gdzie zrezygnowano z jakiejkolwiek ochrony lub przyginanie pędów było technicznie utrudnione. W takich miejscach można się spodziewać wyraźnych strat – od przemarznięcia wierzchołkowych części pędów po uszkodzenia sięgające znacznie niżej. Ubiegłotygodniowa (9 tydzień) lustracja pokazała jednak, że niektóre odmiany uprawiane w gruncie w tunelach wcale nie wykazują oznak przemrożenia, mimo, że nie były zabezpieczane włókniną, a jedynie przezimowały w zamkniętym tunelu zblokowanym. Oznaczać to może, że dla niektórych odmian jeżyn głównym problem nie są  niskie temperatury, ale mróz w połączeniu z wiatrem ! Ostateczną skalę szkód pokaże cięcie i ocena przekrojów pędów w najbliższych tygodniach – mówił Jarosław Barszczewski.

Borówka wysoka: późne odmiany pod znakiem zapytania

Jak informował Jarosław Barszczewski, w borówce wysokiej sytuacja również jest mocno zróżnicowana. Kluczowe okazały się dwa czynniki: odmiana i lokalizacja. W rejonach o lżejszych mrozach i mniejszej pokrywie śnieżnej, przy dobrze zdrewniałych krzewach, uszkodzenia nie muszą być duże. Problem pojawia się tam, gdzie uprawia się odmiany późne, wchodzące w zimę z długim, niedokończonym wzrostem przyrostów. Jeśli połączymy to z silnym mrozem i grubą warstwą śniegu, która utrudniała szybkie wychłodzenie gleby, a jednocześnie sprzyjała nadmiernej wilgotności, ryzyko uszkodzeń pędów i pąków kwiatowych jest znaczące.

W praktyce oznacza to, że na niektórych plantacjach borówki można spodziewać się słabszego kwitnienia, gorszego zawiązania owoców, a miejscami konieczności mocniejszego cięcia odmładzającego w celu odbudowy krzewów.

Jak rozpoznać skutki przemrożeń na plantacji?

Pierwszym sygnałem problemów, który widać już na zdjęciach spływających z gospodarstw, są zmiany na pędach. Po wykonaniu cięcia ujawniają się wyraźne granice między zdrową, zielonkawą lub jasną tkanką a brunatnymi, martwymi fragmentami. Widać strefy zbrunatnienia w przekroju, pęknięcia, czasem wręcz „odcięcie” wierzchniej części pędu. Jeśli po takim cięciu okazuje się, że żywa tkanka występuje tylko przy samej podstawie rośliny, oznacza to, że przemrożenia sięgnęły bardzo głęboko i nie ma co liczyć na normalny plon z uszkodzonych partii.

Objawy mogą również pojawić się później, już w trakcie wegetacji. Nierównomierne ruszanie pąków, zamieranie całych odcinków pędów, słabe przyrosty i wyraźnie mniejsza liczba kwiatostanów to kolejne symptomy, które warto wiązać z uszkodzeniami zimowymi, a nie tylko z chorobami czy błędami nawożenia. Ostateczna skala szkód może się ujawnić niestety dopiero po obciążeniu roślin kwiatami, zawiązkami i owocami, a więc zbyt późno na podjęcie działań sanacyjnych.

Co producenci owoców miękkich mogą zrobić wiosną?

W obecnej sytuacji podstawową zasadą powinna być ostrożność. Kuszące jest szybkie pobudzanie roślin do wzrostu, ale zbyt intensywne stosowanie preparatów stymulujących lub nawozów silnie azotowych może okazać się ryzykowne. Zima najprawdopodobniej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a młode, świeże przyrosty są szczególnie wrażliwe na późne przymrozki.

- W pierwszej kolejności warto skupić się na wsparciu systemu korzeniowego. Dobrze dobrane nawożenie doglebowe – z udziałem NPK, siarki i mikroelementów – powinno być oparte na produktach dobrze rozpuszczalnych, które roślina jest w stanie efektywnie pobierać w niższych temperaturach. Uzupełnieniem mogą być preparaty stymulujące wzrost i regenerację korzeni, poprawiające ich zdolność do pobierania składników pokarmowych i wody. W wielu gospodarstwach coraz większe znaczenie zyskują również mikroorganizmy pożyteczne, pomagające w poprawie struktury gleby i rozkładzie resztek po zimie – mówił specjalista z firmy Calfert.

Nawożenie dolistne, w tym biostymulatory, warto wprowadzać dopiero w momencie, gdy rośliny rozwiną wystarczającą masę liści, a ryzyko silnych przymrozków będzie mniejsze. Celem powinno być wzmocnienie zielonej masy, poprawa kondycji roślin i delikatne wsparcie procesów regeneracyjnych, a nie „forsowanie” zbyt szybkiego wzrostu za wszelką cenę.

Rynek owoców miękkich: mniej towaru, większa presja na jakość

Jarosław Barszczewski pokusił się także o wstępną prognozę sezonu pod kątem sprzedaży owoców. - Jeśli przewidywania dotyczące skali przemrożeń się potwierdzą, w wielu gospodarstwach plony malin, jeżyn i części odmian borówki mogą być niższe. Z jednej strony może to oznaczać wyższe ceny, z drugiej – większą presję na utrzymanie jakości i ciągłości dostaw z plantacji, które wyszły z zimy w lepszym stanie. Dla całego sektora owoców miękkich to kolejny sygnał, że konieczne jest myślenie o zabezpieczeniach zimowych, odwodnieniu pól, doborze odmian pod kątem odporności na warunki pogodowe oraz planowaniu strategii regeneracji na wiosnę – dzielił się swymi spostrzeżeniami z plantatorami, którzy w liczbie ponad 300 przybyli na konferencję.

Choć obraz po tej zimie nie jest szczególnie optymistyczny, lepiej wiedzieć o możliwych problemach już teraz, niż zostać zaskoczonym dopiero w czasie kwitnienia czy zbiorów. Świadoma ocena kondycji roślin, rozsądne cięcie, dobrze przemyślane nawożenie i sięgnięcie po narzędzia wspierające regenerację mogą sprawić, że nawet po trudnej zimie sezon nie musi być całkowicie stracony.

09. marzec 2026 08:02