Plantacja zaplanowana tylko pod zbiór ręczny
Wiele starszych plantacji w Polsce powstawało w czasach, gdy praca sezonowa była znacznie tańsza i łatwo dostępna, a o zbiorze borówki kombajnem mało kto w ogóle myślał. Rozstawy rzędów i sposób prowadzenia krzewów dopasowywano do małych ciągników i zbioru ręcznego. Zagonów nie robiono zbyt wysokich, krzewom pozwalano szeroko się rozrastać u podstawy, a uwrocia projektowano tak, by ledwie wystarczyły do zawracania ciągnikiem z opryskiwaczem czy kosiarką.
Czytaj także:
Dziś ta „filozofia” mści się coraz częściej. Brakuje ludzi do zbioru, stawki za pracę rosną z roku na rok, a wielu plantatorów rezygnuje z trzeciego czy czwartego podejścia do kwatery, ograniczając się do zrywania tylko pierwszej, najlepiej wyeksponowanej partii owoców. Reszta zostaje na krzewach, bo koszty zbioru przewyższają opłacalność.
Dlatego nowe nasadzenia warto planować zupełnie inaczej – od początku tak, by dawały możliwość zarówno zbioru ręcznego, jak i mechanicznego. Plantacja przygotowana pod kombajn zawsze może być zbierana ręcznie. Plantacja zaprojektowana wyłącznie pod rwaczy zwykle nie daje się już sensownie zmechanizować.
Sytuację dodatkowo zmienia fakt, że w Polsce działa już kilka firm produkujących kombajny do zbioru borówek, dostępne są także maszyny importowane i usługi zbioru. Coraz łatwiej też sprzedać owoce zebrane mechanicznie, nawet bez sortowania po zbiorze. Gospodarstwo inwestujące w kombajn i prostą linię sortującą może znacząco obniżyć koszt zbioru, a jednocześnie sporą część jagód wciąż kierować na rynek świeży.
Zbyt delikatne podejście do cięcia zimowego
Drugim częstym problemem jest nieodpowiednie prowadzenie krzewów – przede wszystkim zbyt łagodne cięcie zimowe. Wiele osób ma opór przed mocniejszym prześwietleniem roślin, bo każdy pęd z pąkami kwiatowymi wydaje się potencjalnym zyskiem. W praktyce prowadzi to do krzewów przerośniętych, zagęszczonych, wypełnionych starymi, mało produktywnymi pędami.
Czytaj także:
Efekty są dość przewidywalne: owoce stają się drobniejsze, gorzej doświetlone, bardziej wrażliwe na choroby, a ich zbiór – zwłaszcza ręczny – jest wolniejszy i mniej precyzyjny. Tymczasem dobrze prześwietlone krzewy potrafią odwdzięczyć się większym kalibrem jagód. Nawet jeśli liczba owoców nieco spadnie, masa plonu bywa podobna, a nierzadko wyższa. A przecież borówki sprzedaje się na kilogramy, a nie na sztuki.
Czytaj także:
Kluczem jest systematyczne cięcie od pierwszych lat po założeniu plantacji. Każda odmiana ma swoją specyfikę, ale w każdej konieczne jest regularne usuwanie pędów starych, słabych i niepotrzebnych, a także prześwietlanie wnętrza krzewu. Dobrym pomysłem jest udział w zimowych szkoleniach z cięcia lub obejrzenie materiałów instruktażowych przygotowanych przez doświadczonych doradców. Jeśli mimo to brakuje odwagi, by „mocniej wejść w krzew”, sensownym rozwiązaniem może być zlecenie tego zadania wyspecjalizowanej ekipie. Nie wszystkie takie zespoły dysponują odpowiednią wiedzą, ale dość powszechne jest to, że osoba spoza gospodarstwa, z obiektywną oceną krzewu bez większych sentymentów ogołoci go z niepotrzebnych pędów, a efekt w kolejnym sezonie będzie lepszy.
Nawadnianie i fertygacja bez marginesu bezpieczeństwa
W przypadku borówki stwierdzenie „bez wody nie ma plantacji” nabiera wyjątkowej mocy. To gatunek o słabym, płytkim systemie korzeniowym, bardzo wrażliwy na stres wodny.
Już na etapie planowania plantacji warto mieć pewność, że gospodarstwo dysponuje wydajną studnią lub innym stabilnym źródłem wody. Co więcej, rozsądne staje się od razu zaprojektowanie zbiornika, który pomieści ilość wody potrzebną do nawodnienia i fertygacji całej plantacji przynajmniej przez jedną dobę, a optymalnie – przez dwie. Taki bufor ma ogromne znaczenie w czasie awarii pompy, przestojów w dostawach energii czy długotrwałej suszy.
Czytaj także:
Ostatnie lata pokazały, że nie są to scenariusze teoretyczne. Zdarzały się okresy, w których w głębinowych studniach zwyczajnie brakowało wody do bieżącego podlewania. Zbiornik ziemny lub cylindryczny z blachy daje plantatorowi czas na reakcję zanim rośliny wejdą w głęboki stres.
Zapylacze – niewidzialny, ale decydujący „zespół” na plantacji
Borówka, aby dobrze i regularnie plonować, potrzebuje obecności owadów zapylających w czasie kwitnienia. Są regiony z dużym nasyceniem pasiek, ale też rozległe obszary, gdzie pszczół i innych zapylaczy jest po prostu za mało. W takiej sytuacji konieczne będzie sprowadzenie owadów zapylających na plantację, czy to poprzez wynajem uli z pszczołami miodnymi czy zakup rodzin trzmielich, czy skorzystanie z pracy murarki ogrodowej lub rogatej.
Czytaj także:
Dodatkowym wyzwaniem jest termin kwitnienia borówki. Zwykle przypada on na koniec kwietnia lub początek maja, zależnie od przebiegu pogody. W tym okresie dzikie populacje zapylaczy – zwłaszcza innych niż pszczoła miodna – są jeszcze nieliczne. Trzmiele, które widujemy wczesną wiosną, to zazwyczaj samotne matki zakładające gniazda. Tylko one zimują, reszta populacji zaczyna się dopiero rozwijać.
Dobrze zorganizowane zapylanie przekłada się nie tylko na wyższy plon, ale także na bardziej wyrównane i szybsze dojrzewanie owoców. To z kolei ułatwia planowanie zbiorów i sprzedaży.
Oszczędności, które wychodzą bokiem
W obecnych realiach zakładania i prowadzenia gospodarstw wielu plantatorów zaczyna intensywnie szukać oszczędności. Problem w tym, że cięcia kosztów bardzo łatwo przesunąć z obszarów drugorzędnych w takie, które są krytyczne dla powodzenia inwestycji. Zdarza się, że oszczędza się na starannym przygotowaniu stanowiska, rezygnuje z ogrodzenia nowej kwatery „na pierwszy rok”, kupuje tańsze, gorzej dopasowane do wymagań borówki nawozy lub ogranicza wydatki na ochronę i biostymulację.
Pewne rzeczy są albo trudne albo wręcz niemożliwe do naprawy. Jeśli nie ogrodzimy plantacji a w zimę tak surową jak obecna pojawi się na niej dzika zwierzyna, straty mogą być bardzo dotkliwe. Jeśli nie zadbamy o próchniczość podłoża przed wysadzeniem sadzonek, co jest relatywnie proste, to potem staje się to nie tylko bardziej kosztowne ale i długotrwałe, a za wszystko płacimy dodatkowo słabszym wzrostem roślin.
Co w praktyce decyduje o sukcesie plantacji?
Gdyby chcieć stworzyć listę najbardziej podstawowych błędów w uprawie borówki, należałoby zacząć od niewłaściwego wyboru stanowiska, przygotowania gleby czy doboru odmian. Po ponad trzech dekadach towarowej uprawy tego gatunku w Polsce są to jednak zagadnienia stosunkowo dobrze rozpoznane i coraz rzadziej stanowią główną przyczynę porażki.
Coraz wyraźniej widać natomiast, że o opłacalności plantacji decydują czynniki pozornie drugorzędne, jak choćby brak możliwości zbioru owoców kombajnem, błędy w cięciu zimowym, zawodny system nawadniania, nieprzemyślane wsparcie zapylania oraz nieodpowiedzialne wyszukiwanie oszczędności.
