Współpraca nauki i biznesu na rzecz sadów
Rozwój zrównoważonego sadownictwa wymaga współpracy producentów, naukowców i biznesu. Projekt dotyczący monitoringu zapylaczy w polskich sadach jabłoniowych był możliwy m.in. dzięki wsparciu finansowemu firmy Innocent Drinks, donatora projektu, w ramach funduszu Farmer Innovation Fund.
Döhler, jako producent koncentratów, soków NFC i przecierów owocowo-warzywnych, stara się blisko współpracować ze swoimi dostawcami. W 2022 roku powołał fundację działającą na rzecz zrównoważonego rolnictwa owoców i warzyw. Jej celem jest promowanie i wdrażanie zasad zrównoważonej produkcji w polskich gospodarstwach sadowniczych i warzywniczych. Prowadzone inicjatywy są zgodne z zasadami integrowanej ochrony roślin.
Monitoring zapylaczy w trzech regionach
Jednym z projektów fundacji było monitorowanie aktywności zapylaczy i wspieranie ich bioróżnorodności w sadach. Działania terenowe prowadzono w latach 2025–2026 w 16 gospodarstwach w trzech ważnych regionach sadowniczych: grójeckim, sandomierskim i lubelskim. Była to kontynuacja wcześniejszych prac z lat 2023–2024.
- Lokalizacje wybrano tak, by uwzględnić różnorodne stanowiska i potencjalne miejsca bytowania owadów. Zebrane dane mają posłużyć do opracowania pierwszej w Polsce mapy zapylaczy w sadach jabłoniowych – wyjaśniała Karolina Śluzek.
Dodatkowo zaznaczyła, że realizacja projektu była możliwa dzięki współpracy z ekspertami i partnerami zaangażowanymi w tematykę pszczelarstwa, zapylaczy i bioróżnorodności. Wśród nich znaleźli się naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, Stowarzyszenie Agroekoton, gospodarstwo Szczepanówka i właściciele innych sadów oraz firma Osmia Future.
Czytaj także:
Kolejne działania na rzecz zrównoważonego sadownictwa
Döhler prowadzi również projekt poświęcony mikrobiomowi ryzosfery w uprawach drzew owocowych. Równolegle, rozwija kolejną fazę inicjatywy wspierającej produkcję zrównoważonego soku jabłkowego z polskich sadów. Działania obejmują obecnie 150 gospodarstw na ziemi grójeckiej i sandomierskiej.
Podkreśliła[KS1] , że współpraca z partnerami pozwala prowadzić projekty na większą skalę i gromadzić dane, które mogą wspierać dalszy rozwój zrównoważonych praktyk w sadownictwie.
- Dla firmy Döhler kwestia obecności zapylaczy w polskich sadach jest szczególnie ważna. Produkujemy soki i koncentraty i zależy nam na tym, by nasi dostawcy odnosili sukcesy produkcyjne. Nie da się jednak uzyskać wysokiego plonu, jakościowego surowca bez należytego zapylenia roślin w okresie kwitnienia – tłumaczyła przedstawicielka Time4Bee.
Sadownicy nie trują ani pszczół ani konsumentów jabłek i soków!
Jednym z bardzo ważnych wniosków, o których mówiono w Lublinie było zagadnienie daleko rozwiniętej bioróżnorodności w polskich sadach. W kontekście intensywności występowania owadów zapylających w stanowiskach, gdzie produkuje się jabłka, rodzime plantacje wypadają znacznie lepiej niż w wielu krajach zachodniej czy południowej Europy.
- Chciałabym, żeby to głośno wybrzmiało: polscy sadownicy produkują owoce odpowiedzialnie, z poszanowaniem środowiska naturalnego. Są one zdrowe i stanowią najwyższej jakości surowiec do produkcji wielu przetworów, które następnie konsumenci znajdują na sklepowych półkach – mówiła w Instytucie Agrofizyki PAN Karolina Śluzek.
Od stereotypów do obserwacji w sadach
Czytaj także:
Projekt wyrósł z potrzeby lepszego poznania zapylaczy tam, gdzie odgrywają istotną rolę w produkcji ogrodniczej. Jak zauważył dr inż. Mirosław Korzeniowski, przez lata więcej uwagi poświęcano badaniom zapylaczy w miastach niż na terenach sadowniczych. Brakowało kompleksowego monitoringu prowadzonego w polskich sadach.
Jednocześnie w przestrzeni publicznej utrwalały się uproszczenia dotyczące relacji między produkcją rolną a owadami zapylającymi oraz współpracy sadowników i pszczelarzy. Projekt miał pozwolić przyjrzeć się tym zagadnieniom w terenie i pokazać, co rzeczywiście można zaobserwować w gospodarstwach.
– Nie jest tak, że wszystko szło jak po maśle – podkreślał Korzeniowski, przypominając, że metody i narzędzia trzeba było wypracowywać. Ważnym elementem projektu stało się połączenie praktycznych obserwacji w sadach z zapleczem naukowym i pracą zespołów badawczych.
Monitoring, który trzeba było dopracować
Zbieranie danych wymagało zarówno obserwacji owadów w sadach, jak i stosowania metod pułapkowych. Pierwsze rozwiązania nie od początku przynosiły oczekiwane rezultaty, dlatego w kolejnych etapach wprowadzano poprawki, między innymi dotyczące rodzaju i kolorystyki pojemników oraz stosowanej mieszanki wabiącej.
Po trzech latach zespół wypracował metody dostosowane do polskich warunków, które mogą uzupełniać czasochłonne obserwacje tzw. przyżyciowe, prowadzone bezpośrednio w sadach. Jak zaznaczył prelegent, monitoring obejmował przede wszystkim okres okołokwitnieniowy, ważny z punktu widzenia sadowników. Dłuższe i szersze badania mogłyby jednak wykazać także gatunki aktywne w innych porach sezonu.
Nie chodziło o policzenie wszystkich owadów obecnych w każdym sadzie, lecz o prowadzenie pomiarów w określonych warunkach i możliwość porównywania wyników. Powtarzanie obserwacji w kolejnych latach może pomóc śledzić trendy i lepiej rozumieć różnice między lokalizacjami.
Mapa sadów i lokalne różnice
Jednym z rezultatów projektu jest cyfrowa mapa obejmująca 16 sadów uczestniczących w monitoringu. Dla dwóch sezonów przedstawiono tam dane dotyczące liczby stwierdzonych gatunków i zinwentaryzowanych owadów, a także materiały fotograficzne z poszczególnych lokalizacji.
Mapa pozwala porównywać wyniki, ale równie ważna jest płynąca z nich lekcja: nawet niewielka odległość między punktami pomiarowymi nie oznacza podobnych warunków. W trakcie konferencji przywołano przykład dwóch sadów położonych w różnych sąsiedztwach w tej samej miejscowości – jednego blisko ruchliwej drogi, drugiego przy lesie. Obserwacje wskazywały na różnice między tymi miejscami.
To pokazuje, że nie wystarczy podzielić kraju na regiony i zakładać, że wszystkie sady w danym obszarze są do siebie podobne. Potrzebne są dane z konkretnych lokalizacji, zbierane systematycznie przez kolejne lata.
Murarka i owady jako część obrazu gospodarstwa
W wystąpieniu zwrócono również uwagę na rozwijanie rozwiązań wspierających zapylanie, w tym na wykorzystanie murarki ogrodowej i systemów jej hodowli. Umieszczane w sadach boksy pozwalają obserwować, czy owady rozwijają się w środowisku, w którym prowadzone są zabiegi agrotechniczne.
Sama obecność zapylaczy nie rozstrzyga wszystkich kwestii dotyczących sposobu prowadzenia produkcji. Jest jednak ważnym elementem szerszego obrazu gospodarstwa, który warto badać i dokumentować.
- Projekt dostarczył danych o różnorodności owadów w monitorowanych lokalizacjach i stworzył podstawę do kolejnych, długofalowych obserwacji. Wspólnie z partnerami wypracowaliśmy bardzo przydatne narzędzia, które w długofalowej perspektywie powinny wzmocnić polskie sadownictwo – mówiła Karolina Śluzek.
I faktyczne, zamiast opierać się na uogólnieniach i medialnych stereotypach, można odwoływać się do danych zebranych w konkretnych gospodarstwach.
Współpraca, która przekracza granice branż
Projekt koordynowany przez Fundację Time4Bee stał się płaszczyzną do komunikacji i lepszego zrozumienia wzajemnych racji wielu stron zainteresowanych zrównoważonym, odpowiedzialnym sadownictwem.
Współpraca obejmowała m.in. działania edukacyjne i komunikacyjne. Przykładem jest ścieżka dydaktyczna w gospodarstwie Szczepanówka, gdzie umieszczono tablice prezentujące między innymi wyniki monitoringu. Spotkania w gospodarstwie umożliwiają bezpośrednią rozmowę o praktykach produkcyjnych i o tym, jak wygląda sad poza medialnymi uproszczeniami.
Wątek integrowanej produkcji rozwinęła również właścicielka gospodarstwa, podkreślając, że w jej rodzinnej firmie podejście to jest stosowane od lat 90. i nie wynika wyłącznie z wymogów formalnych. Jak zaznaczyła, udział w projekcie był okazją do poszerzenia wiedzy i nawiązania kontaktów ze środowiskiem naukowym.
Kluczowe wnioski z projektu:
- Dominujące gatunki to pszczoła miodna i murarki, ale często występują też pszczolinki i trzmiele
- Stwierdzono obecność gatunków rzadkich i chronionych np. Zadrzechnia spp. i Trzmiel olbrzymi
- Dużą różnorodność gatunkową (do 23 gatunków w Nowych Kicharach w 2024 roku) potwierdzono zwłaszcza w sadach, gdzie w otoczeniu występują naturalne siedliska dla dzikich zapylaczy np. skarpy, zadrzewienia śródpolne, stare konary drzew itp.
- Duża liczebność i różnorodność gatunków zapylaczy jest dowodem na zrównoważoną produkcję prowadzoną w testowanych gospodarstwach
Potrzebne kolejne lata i większa skala
Koordynatorka projektu podkreśla, że projekt stworzył podstawy do dalszego działania, ale nie zamyka tematu. Większy zasięg monitoringu, kolejne sezony obserwacji i dodatkowe lokalizacje pozwoliłyby lepiej oddzielać wpływ warunków środowiskowych od długofalowych zmian w populacjach owadów.
Rozwój wymaga jednak finansowania i udziału partnerów. W opinii prelegentów wyniki mogą być przydatne nie tylko sadownikom i naukowcom, lecz także samorządom, administracji publicznej oraz inicjatywom promującym regionalną produkcję.
Projekt „Zapylacze w polskich sadach” pokazuje, że wspólne badania mogą jednocześnie dostarczać wiedzy praktycznej i wzmacniać dialog między różnymi środowiskami. Kolejnym krokiem jest utrzymanie obserwacji, rozwijanie mapy i objęcie monitoringiem następnych gospodarstw i gatunków.
